Klaudia Krause-Bacia

Dziennikarka, wieloletnia redaktor magazynu W Ślizgu!, a obecnie zastępca redaktora naczelnego Prestiżu. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Antwerpskiego. Na swoim koncie ma nie tylko setki tekstów, ale i kilka publikacji naukowych. Prywatnie właścicielka i driver @Prosecco na kółkach, wielka miłośniczka Maanamu, a także alternatywnych podróży i Bałtyku.

GDYNIA, MAJTKI I PELAGIA

Przyjechała na urlop, a została najsłynniejszą gdyńską bizneswomen w latach 20. Pelagia Anflikowa, turystyka z Poznania miała to we krwi, bo bez względu na to gdzie jechała, zawsze profilaktycznie brała ze sobą część artykułów ze swej wytwórni. Jak się okazało, wyszło jej to na dobre! Już pierwszego dnia pobytu w Gdyni wykupiła licencję kupiecką, i tak już została… Na początku sprzedawała swoje produkty turystom, łącząc przyjemne z pożytecznym. Jednak odpoczynek szybko poszedł w odstawkę. Biznes kwitnął, a pani Anflikowa sprowadziła z Poznania resztę kolekcji i otworzyła sklep w willi Stella Maris, którą z czasem zastąpił lokal przy ulicy Świętojańskiej 13. Niespełna kilka lat później jej firmę „Pelagia Anflikowa. Bielizna Trykotaże Galanteria” znała cała Gdynia. 

Dlaczego jej biznes był skazany na sukces? Po pierwsze, handlowała towarem premium, prawdziwą damską bielizną, po drugie Gdynia jako świeżo raczkujące miasto żądne było nowości, i wreszcie, po trzecie Pelagia była absolutną mistrzynią marketingu. Sto lat temu różnorodność, jak i ilość reklam wcale nie była mniejsza. Wystarczy spojrzeć do archiwalnych periodyków, które pękają w szwach od reklamowych, humorystycznych sloganów. A nasza poznanianka doskonale wiedziała jak z reklamą się obchodzić. Nie oszczędzała, dbała o jej formę, a w szczególności o jej odbiorców. W gąszczu przechodniów była w stanie wyłapać męża, który zastanawiał się jaki prezent kupić żonie, turystów, którzy chcieli mieć najmodniejszy strój na plaży, a nawet matkę myślącą o zaopatrzeniu córki w podróż poślubną. Pamiętała o walentynkach, Dniu Kobiet, i wszyskich innych możliwych świętach. Nie zapominała również o rabatach i promocjach, a do tego zawsze była o krok przed konkurencją. Gdy tylko usłyszała, że w mieście ma pojawić się wytwórnia kołder, szybko wrzuciła je do swojej oferty.

Jej odwaga, przebojowość i trud został doceniony nie tylko przez gdyńskie modnisie, ale również przez lokalne władze. W dziesięciolecie działalności została oficjalnie odznaczona za „pionierski wysiłek”. Podążając zgodnie ze swoim sumieniem, z pełnym przekonaniem zrezygnowała ze zwyczajowego przyjęcia i w zamian wysłała do prasy takie oto ogłoszenie: „Apel do budowy koszar garnizonowych trafił mi do serca. Jest to bowiem myśl, która powinna być bliska wszystkim gdynianom. Pozwalam sobie zadeklarować złotych 200 na ten cel, zamiast przyjęcia z okazji 10-lecia istnienia mojej firmy w Gdyni”. To chyba najlepszy obraz jej charakteru.

Nasza Pelagia była zaradna nie tylko w życiu zawodowym. Po śmierci pierwszego męża ponownie wyszła za starszego od siebie krawca, z którym jako jedna z nielicznych kobiet spisała intercyzę o pełnej rozdzielności majątkowej. Warto dodać, że w Gdyni przez stulecia obowiązywał matriarchat, czyli przekazywanie majątku najstarszej córce w rodzinie… Kobiety co prawda nosiły nazwiska mężów, ale przy dziedziczeniu liczyło się jednak nie nazwisko, ale więzy krwi po matce!

Salon cieszący się dobrą renomą funkcjonował do wojny. Podczas okupacji sklep został skonfiskowany,  a  sama  Anflinkowa została przesiedlona do Generalnego Gubernatorstwa. W 1945 wróciła do Gdyni i zajęła lokal przy ul. 10 lutego 27. Niestety po 3 latach działalności powojennej musiała zamknąć interes z powodu zbyt wysokich podatków. W 1951 przeniosła się do Francji, gdzie zmarła na początku lat 70. 

Wniosek z tego taki, że na końcu i tak zawsze „zeżrą” nas podatki! Dlatego korzystajcie w pełni z uroków jesieni, która w naszym Trójmieście jest jedyna w swoim rodzaju. Puste plaże - witajcie z powrotem!