Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Współpracuje też z TVN. Autor wielu reportaży śledczych, m.in. o przemycie na okrętach marynarki wojennej, korupcji w Straży Granicznej czy też tekstów ujawniających istnienie mafii paliwowej. W 2007 roku jako jeden z pierwszych dziennikarzy podjął temat pedofilii w kościele. W 2012 był współautorem filmu dokumentalnego w TVN o finansach kościoła. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a także do Mediatorów. 

Prywatnie żeglarz, tenisista i muzyk. Założyciel Prestiżu i szef MS Group.

Potrójna Wygrana Natalii

Trudno sobie wyobrazić osobom pełnosprawnym ruchowo jak naprawdę wygląda życie osób niepełnosprawnych. Oczywiście wyobraźnia podsunie pewne obrazki, ale to jednak będzie tylko wyobraźnia, a nie realne życie. Teoria, a nie praktyka. Niemniej już sam fakt normalnego funkcjonowania i zwykłego życia powinien budzić podziw i szacunek, gdyż wymaga o wiele więcej wysiłku i wyrzeczeń. Zwykłe i proste czynności jak wyjście na spacer, mycie, czy jedzenie stają się nie raz nie lada wyzwaniem. Tym bardziej trudno sobie wyobrazić w tym wszystkim – nie tylko normalne funkcjonowanie, ale zawodowe uprawianie sportu, a którego efektem są w dodatku imponujące sukcesy. Bo jak inaczej nazwać zdobycie 8 medali olimpijskich. To właśnie osiągnęła Natalia Partyka, pingpongistka i bohaterka naszej wrześniowej okładki, która z igrzysk w Tokio przywiozła brązowy medal, dokładając go do swojej wyjątkowej kolekcji.

W wywiadzie jaki przeprowadziła Klaudia Krause - Bacia zwróciłem szczególnie uwagę na wypowiedź naszej wielokrotnej złotej medalistki dotyczącą brązu zdobytego w Tokio. Nazwała to przegraną.

To sytuacja, z którą zmagają się wszyscy utytułowani sportowcy, niezależnie czy startują w igrzyskach paraolimpijskich czy też olimpijskich. Wielu z nich wie, że jak już się wejdzie na szczyt to kolejne medale są znacznie trudniejsze od tych pierwszych. Poza walką z samym sobą i rywalami dochodzi ogromna presja na wynik – skoro się już raz pokazało sukces to przecież gorsze miejsce będzie oceniane jako porażka. Pokonanie tego kolejnego „przeciwnika” bywa największym wyzwaniem. 

W Polsce w najbardziej komfortowej sytuacji pod tym względem są z pewnością piłkarze. Nie muszą bronić żadnych wyników. Na drugim biegunie znalazła się Iga Świątek po niedawnej wygranej w wielkoszlemowym French Open. Momentalnie cała Polska oszalała na punkcie tego sportu i Igi. Błyskawicznie pojawiła się też presja i tzw. pompowanie balonów. W programach telewizyjnych od rana do nocy, wszelkiej maści „eksperci” zaczęli opowiadać o przyszłości Igi, jej spodziewanych gigantycznych sukcesach, dominacji na świecie. Jednozdaniowe gratulacje jakie Idze złożyły w social mediach gwiazdy tenisa, czy też ich komentarze, których życie normalnie trwa kilka godzin wałkowano w Polsce przez tydzień. Jako wieloletni kibic tenisa doskonale rozumiem „głód” oczekiwań, niemniej już wtedy w myślach życzyłem jej, by jak najszybciej zanotowała słabszy występ na jakimś turnieju, dzięki czemu uzyska choć trochę spokoju do dalszych startów.

I właśnie taki spokój uzyskała Natalia Partyka w Tokio. „Teraz wracając z Japonii paradoksalnie, mimo, że na początku byłam zła i rozczarowana, to poczułam wielką ulgę, bo przegrałam i świat się nie skończył. To może zabrzmieć dziwnie, ale trochę mi to pomogło spojrzeć na wszystko z innej strony” – mówi w wywiadzie.

Pomijając fakt, że medal olimpijski jest niezmiennie medalem olimpijski (a nie słabszym występem) to świadomy kibic wie, że taki brąz może być znacznie cenniejszy niż wcześniejsze złote. Tym samym Natalia Partyka w Japonii nie tylko, że nie „przegrała”, ale wygrała potrójnie – ze sobą, z rywalami i presją.