Klaudia Krause-Bacia

Dziennikarka, wieloletnia redaktor magazynu W Ślizgu!, a obecnie zastępca redaktora naczelnego Prestiżu. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Antwerpskiego. Na swoim koncie ma nie tylko setki tekstów, ale i kilka publikacji naukowych. Prywatnie właścicielka i driver @Prosecco na kółkach, wielka miłośniczka Maanamu, a także alternatywnych podróży i Bałtyku.

Super nowoczesna !

Jeżeli uhonorowanie osoby jako patronki tramwaju, może być jakimś wyższym wyznacznikiem upamiętnienia twórczości, to warto wspomnieć, że od 30 kwietnia po gdańskich torach jeździ tramwaj o numerze bocznym 1074, którego „opiekunką” została właśnie Janina Jarzynówna-Sobczak. Najbardziej jednak cieszy, że dzięki takim akcjom nazwiska dawnych legend wypływają na światło dzienne, a ta wybitna choreografka legendą była już za życia. To dzięki niej powstała gdańska szkoła baletowa, balet Opery Bałtyckiej i pierwszy w Polsce teatr tańca. Co więcej, jako pierwsza w szarych czasach PRL-u udowodniła, że taniec może być sztuką supernowoczesną.

Jej życiem był balet, i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Tańczyła i występowała od dziecka, a dyplom tancerza i pedagoga uzyskała w 1938 roku w Konserwatorium Tańca w Krakowie. Tam także została zaangażowana do Teatru im. Juliusza Słowackiego. Do Gdańska przeniosła się tuż po wojnie. Cała trójmiejska przygoda zaczęła się w domu przy Jaśkowej Dolinie we Wrzeszczu, gdzie Janina przeprowadziła się z dwoma Brunonami, mężem i czteroletnim synkiem. Dostali na poddaszu dwa maleńkie pokoje z kuchnią oraz dwa duże pokoje na parterze z przeznaczeniem na salę balową. Do tego jeszcze jeden pokój, gdzie miała być szatnia. Można się dziwić, że młoda artystka porzuciła mieszkanie w Krakowie i świetnie prosperującą Szkołę Tańca Artystycznego. Jednak cel był ambitny − stworzyć pierwszą na Pomorzu Szkołę Tańca Artystycznego. Choć na każdym polu, niczym rzęsisty deszcz pod nogi padały kłody, zawsze wygrywała wewnętrzna determinacja. Jej mąż, mimo ciężkiej choroby, przerabiał na szkolne meble przedmioty wyrzucone na śmietnik. Pomocy nie brakowało również z zewnątrz. Przyszli wszyscy: matki z dziećmi, młodzież, a nawet ludzie starzy. Nikt nie wierzył, że uda się otworzyć szkołę, jednak do niewielkiego studia baletowego umieszczonego na parterze domu przy Jaśkowej Dolinie, młodzież ciągnęła tłumami, zupełnie jak w miniony weekend na Ulicę Elektryków. Zresztą nic w tym dziwnego - zarówno jedni, jak i drudzy wygłodniali rozrywek zwyczajnie chcieli tańczyć. W krótkim czasie na lekcje zapisało się aż 150 uczniów! Z czasem szkołę przekształcono w Państwowe Liceum Choreograficzne, a później − w Państwową Szkołę Baletową, której dyrektorem artystycznym i pedagogiem został nikt inny jak Janina Jarzynówna-Sobczak. Tak właśnie, od małej, lecz ambitnej akcji, rozpoczął się gdański epizod urodzonej we Wiedniu choreografki. 

Idąc za ciosem, od momentu powstania Państwowej Opery i Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku, Janina pracowała jako kierownik i dyrektor baletu oraz główny choreograf zespołu. I właśnie tu na początku lat 50. stworzyła pierwsze, rewolucyjne wersje baletów, które zatrzęsły ówczesnym porządkiem i otworzyły nowy, zupełnie inny ład baletowy. O rodzącym się nowym, oryginalnym gatunku teatru tańca mówiła wtedy cała Polska. Jej najsłynniejsze balety: „Cudowny mandaryn” Beli Bartoka, „Niobe” Juliusza Łuciuka, „Tytania i osioł” Zbigniewa Turskiego i w końcu „Dafnis i Chloe” Ravela − przyciągały do Gdańska publiczność z całego kraju. Na sukces nie trzeba było długo czekać. Błyskawicznie pojawiły się pochlebne opinie, posypały się też gratulacje młodych kompozytorów: od Pendereckiego, Lutosławskiego, Bairda. Chciano więcej! Wtedy na horyzoncie pojawiły się festiwale polskie, ale też zagraniczne w Niemczech czy Gruzji. Przygotowała też wiele programów baletowych dla telewizji, kilka z nich doczekało się nawet własnej wersji filmowej.  Jedną z zachowanych jest fragment duetu miłosnego „Tytania z Osłem” awangardowo nagranego w 1968 roku na plaży w Łebie! To kunszt i sztuka w oryginalnym wykonaniu wielkich gwiazd polskiego baletu, a zarazem unikatowa i prawdziwa podróż w czasie.

„W sztuce „mówić”, to znaleźć formę zdolną kształtować dzisiejszy świat, a więc – nową” − mówiła kiedyś Janina Jarzynówna-Sobczak. Znalazła ją, a co więcej położyła podwaliny pod sztukę baletową i przez wiele lat nadawała jej kierunek. Uciekała od schematów, operowała kontrastem, zaskoczeniem i świeżym spojrzeniem. Wiele wskazuje na to, że dzisiaj podobym, na wskroś awangardowym torem podąża bohater majowej okładki Prestiżu − MajLo. Uwierzcie, warto zanurzyć się w jego alternatywnym świecie…