Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Współpracuje też z TVN. Autor wielu reportaży śledczych, m.in. o przemycie na okrętach marynarki wojennej, korupcji w Straży Granicznej czy też tekstów ujawniających istnienie mafii paliwowej. W 2007 roku jako jeden z pierwszych dziennikarzy podjął temat pedofilii w kościele. W 2012 był współautorem filmu dokumentalnego w TVN o finansach kościoła. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a także do Mediatorów. 

Prywatnie żeglarz, tenisista i muzyk. Założyciel Prestiżu i szef MS Group.

Przez wiarygodność do skuteczności

Przejęcie przez Orlen grupy Polska Press wywołało gorącą dyskusję, głównie w branży medialnej. Polska Press posiada 20 dzienników regionalnych w całym kraju, m.in. Dziennik Bałtycki. Komentarze są dość zbliżone – przejęcie Orlenu spowoduje całkowite upolitycznienie tych gazet. Widząc to co się dzieje w TVP jest to scenariusz bardzo prawdopodobny. Choć z drugiej strony tak intensywne i wręcz natychmiastowe wieszczenie utraty samodzielności i upadku tych gazet przez inne redakcje może nieco przypominać po prostu zwykły atak biznesowej konkurencji, a nie troskę o wolność mediów.

Na razie informacja (bo do faktycznego przejęcia jeszcze nie doszło) wywołała jedynie pozytywne skutki gdyż wróciła dyskusja o strukturze właścicielskiej mediów. Czy państwo, ale i samorządy w ogóle powinny posiadać media? Państwowe TVP i Polskie Radio stały się tubą propagandową PiS i rządu. To fakt najbardziej znany. Z kolei na szczeblu regionalnym powstają liczne media stworzone przez samorządy. Dla przykładu własne medium ma m.in. Gdańsk, swoją gazetę ma Urząd Marszałkowski w Gdańsku. Do propagandy używane są social media. Nie chodzi o prywatne profile polityków, ale te oficjalne prowadzone przez samorządowe organy, które finansowane są publicznych pieniędzy. Tutaj też coraz większe pieniądze są wydawane są nie tylko na informację, ale polityczną agitację. Jest więc ryzyko, że być może za jakiś czas obudzimy się w rzeczywistości bez wolnych mediów – otoczą nas tylko te w rękach upolitycznionych organów państwowych i samorządowych lub też od nich całkowicie finansowo uzależnione.

Światełkiem w tunelu jeżeli chodzi o przyszłość mediów jest zwykła wiarygodność. W ostatnim czasie TVP wyemitowała dwa materiały o Gdańsku, które dotyczyły powiązań świata przestępczości, biznesu i władzy. Ich ocena – u większości osób była jasna na długo przed ich emisją. I to niezależnie od tego, czy pokazane były w nich twarde dowody na dane sytuacje, czy też znalazły się głównie naciągane oceny i interpretacje. W świecie upolitycznionych mediów nie liczy się zwartość materiału, jego jakość, dokumentacja, czy rzetelność, tylko to kto go wydaje. Stąd niezależnie, od tego jaki materiał ukazał się w TVP dla połowy widzów już na starcie był nieprawdziwy. I choćby w materiale pokazano nagranie na którym przedstawiciel samorządu bierze do ręki kopertę z 1 mln zł i kwituje odbiór podpisem z własnej krwi to nie ma znaczenia. Dla drugiej połowy był z kolei jak biblia. 

Tak samo w drugą stronę – wystarczy wyobrazić sobie, że np. Newsweek ujawnia zdjęcia jak ktoś z zarządu Energi, czy Lotosu lub też innej państwowej spółki przyjmuje teczkę z milionami złotych w zamian z udzielenie intratnego zlecenia. Na zwolennikach rządu i partii rządzącej ta informacja nie zrobiłaby chyba żadnego wrażenia, gdyż cokolwiek ukaże się w tym tytule uznają z góry za manipulację. 

Tym samym doszliśmy do takiego momentu, że zasięg oddziaływania i wpływ na opinię publiczną upolitycznionych mediów spadł do nieznanego wcześniej poziomu. To kolei daje nadzieję dla prywatnych, rzetelnych i przede wszystkim - nie uczestniczących w czynnej polityce - mediów. Bo korupcja i nepotyzm nie znają barw politycznych – są cechą wszystkich partii i każdej władzy i tylko wiarygodne medium będzie naprawdę skuteczne w jej ujawnianiu.

I na koniec wnioski z sylwestra. Wpadła mi w oko migawka ze sławnego już „Sylwestra Marzeń TVP”. Wśród wykonawców - Weekend, Zenek Martyniuk, Golec Orkiestra. W państwowej telewizji, w głównym czasie. Nie zwróciłem na to większej uwagi. Nieco później słuchałem wywiadu Agnieszki Holland, która mówiła o braku autorytetów, o tym, że nie wierzymy już nikomu, a także o strajku kobiet, o tzw. „dziadersach”, czyli przedstawicielach nieistniejącej opozycji, która z wyższością patrzy na to co dzieje się na ulicach. I języku strajku – wulgarnym i dosadnym, a który szokuje starą, zużytą klasę polityczną. I słowa reżyserki nieoczekiwanie skierowały mnie myślami do telewizyjnego sylwestra i jego zestawu. Zdałem sobie sprawę, że już tak bardzo przywykliśmy do disco polo i jego dominującej roli w kulturze masowej i tak bardzo ulegliśmy Jackowi Kurskiemu oraz jego propagandzie, że kto nie jest z disco polo ten jest przeciw zwykłym ludziom, że przestaliśmy nazywać złe rzeczy złymi, a lepsze lepszymi. 

I może właśnie ta szczerość przekazu ulicznej rewolty – przywrócić zdolność prostej oceny, że disco polo to… zwykłe g….. A to, że są ludzie, którzy mogą je lubić to zupełnie inna sprawa. Mają do tego prawo. Było kiedyś takie piękne powiedzenie: „Jeden lubi pomarańcze, a inny szczać do zlewu”.

 

121
01/2021

Przez jednych uwielbiany, a przez innych znienawidzony. Co nie zmienia faktu, że jest noblistą, byłym liderem Solidarności i byłym prezydentem Polski.