Klaudia Krause-Bacia

Dziennikarka, wieloletnia redaktor magazynu W Ślizgu!, a obecnie zastępca redaktora naczelnego Prestiżu. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Antwerpskiego. Na swoim koncie ma nie tylko setki tekstów, ale i kilka publikacji naukowych. Prywatnie właścicielka i driver @Prosecco na kółkach, wielka miłośniczka Maanamu, a także alternatywnych podróży i Bałtyku.

CICHA KREATORKA SOLIDARNOŚCI. Maryla Płońska

Cofnijmy się 42 lata wstecz. Jest 18 grudnia, przy Bramie nr 2 stoczni im. Lenina w Gdańsku kilkunastotysięczny tłum skanduje „Wolność! Wolność!”. Tego dnia oprócz Lecha Wałęsy do ludzi przemówiła również kobieta. Jako jedna z nielicznych, czmychnęła z zaciekłej obławy, sprytnie wykiwała SB i mocnym tonem wygłosiła jedną z ważniejszych przemów czasów Solidarności.

„Nazywam się Maryla Płońska. Przemawiam w imieniu kolegów z Wolnych Związków Zawodowych, którzy przed tą uroczystością zostali zatrzymani. Zebraliśmy się tu, aby uczcić pamięć poległych w grudniu 1970. Mimo obietnic nie ma pomnika, ani tablicy ofiar Grudnia. Złożymy nasze kwiaty, zapalimy znicze na ulicy, pod płotem, przy bramie, tam gdzie ginęli wtedy ludzie. W naszym własnym kraju, który nazywa się demokratyczna i niepodległa Polska Ludowa, rządzonym prze partię, która nazywa się robotnicza, zabrania się nam pamiętać o robotniczym wystąpieniu”.

Co miała w sobie ta młodziutka i drobna kobieta, że potrafiła porwać tłumy? Zdaje się, że to, co każda wielka działaczka tamtych lat - ogromny dar przekonywania. Niespełna rok później, wraz ze swoimi koleżankami udowodniła to po raz wtóry. Trzeba pamiętać o tym, że w momencie kończenia strajku w 1980 roku, nie było tak, że kilka kobiet zamknęło bramy i ot tak, zatrzymało kilkuset robotników. One musiały ich przekonać. Wdrapywały się na beczki i zaczynały mówić o tym, że właśnie tu, w stoczni trzeba rozpocząć strajk solidarnościowy. To była wielka wola walki i przełomowy moment w historii, o którym trzeba pamiętać. Właściwie, bez kobiet strajk w Stoczni Gdańskiej mógłby wyglądać zupełnie inaczej… 

W oficjalnej narracji historia o Solidarności jest opowieścią o mężczyznach, a ta dotycząca kobiet jest zapisana ołówkiem, gdzieś na marginesie. Dzisiaj powszechnie niewielu z nas wie, że to właśnie zapomniana Maryla Płońska wraz z Anną Walentynowicz, Aliną Pienkowską i Joanną Dudą-Gwiazdą redagowała „Robotnika Wybrzeża”, największą podziemną gazetę, a później ratowała strajk w stoczni. Kim była? Niezłą chemiczką i matematyczką, a do tego dobrą humanistką - oczytaną, z wielkimi ambicjami literackimi. Mieszkała na gdańskiej Żabiance po sąsiedzku z Joanną i Andrzejem Gwiazdami. Jeszcze jako nastolatka przychodziła do nich na spotkania, po maturze przepisywała na maszynie teksty do „Robotnika Wybrzeża”, pomagała w produkcji farby drukarskiej i zaangażowała się w prace redakcji – później przyjęła na siebie trudną rolę redaktorki technicznej i pisywała teksty o tematyce społecznej. Była wychowana w duchu walki, dlatego już jako uczennica jednego z gdańskich techników przyłączyła się do nowo powstałych Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Mimo młodego wieku stała się natychmiast ich nieodzowną częścią. W zasadzie nie było akcji, pod którą nie można by znaleźć jej nazwiska. Maryla Płońska była niezwykle ciekawą, pełną kontrastów hybrydą. Z wyglądu przypominała hipiskę, która dopiero co wróciła z Woodstocku, a z charakteru była waleczna niczym Joanna d’Arc. Skromna, a nawet nieśmiała, a jednocześnie bezkompromisowa w swej antykomunistycznej postawie. Była niewygodna. Zawsze, wbrew panującej cenzurze głośno wyrażała swoje zdanie. Raz wylądowała w areszcie za to, że domagała się wyjaśnienia okoliczności tragicznej śmierci działacza WZZ Tadeusza Szczepańskiego, którego nagie ciało wyłowiono z kanału Na Stępce w Gdańsku z nogami obciętymi na wysokości kolan. Innym razem za niesubordynację. Wielokrotnie zatrzymywana, nigdy nie uległa.

Na kartach historii zapisała się jako ta, która zawsze trzymała rękę na pulsie. W grudniu 1979 to właśnie ona była jedną z nielicznych przemawiających w rocznicę robotniczych protestów grudnia ’70. W sierpniu 1980 znalazła się dokładnie tam, gdzie być powinna, w centrum strajku w Stoczni Gdańskiej. Rok później była sekretarzem Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego biorąc udział w formułowaniu 21 postulatów.

W latach 80. nie angażowała się już w działalność związkową, nie mogła odnaleźć się w nowej rzeczywistości politycznej. Pracowała w bibliotece na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Gdańskiego. Później zachorowała. Walczyła z rakiem i żyła jedynie z marnej renty. Zmarła mając zaledwie 54 lata, z czego większość swojego życia poświęciła na walkę z systemem. W pierwszym tegorocznym wydaniu Prestiżu znajdziecie wywiad z prawdziwą ikoną Solidarności - Lechem Wałęsą we własnej osobie, jednak o takich bohaterkach jak Maryla również trzeba pamiętać.

 

121
01/2021

Przez jednych uwielbiany, a przez innych znienawidzony. Co nie zmienia faktu, że jest noblistą, byłym liderem Solidarności i byłym prezydentem Polski.