Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Współpracuje też z TVN. Autor wielu reportaży śledczych, m.in. o przemycie na okrętach marynarki wojennej, korupcji w Straży Granicznej czy też tekstów ujawniających istnienie mafii paliwowej. W 2007 roku jako jeden z pierwszych dziennikarzy podjął temat pedofilii w kościele. W 2012 był współautorem filmu dokumentalnego w TVN o finansach kościoła. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a także do Mediatorów. 

Prywatnie żeglarz, tenisista i muzyk. Założyciel Prestiżu i szef MS Group.

Ewolucja trwa

Można robić biznes, by zarabiać pieniądze. W końcu taki jest podstawowy cel prowadzenia biznesu. Zwiększać sprzedaż, wartość i zarabiać. Nie zawsze jednak pomnażanie kasy jest celem samym w sobie, często staje się tylko skutkiem pewnych działań. Takie podejście nie jest rzadkością. Świat jest przecież usłany pasjonatami, wizjonerami i twórcami, którzy realizują swoje wizje, a przy okazji uzyskując dzięki nim dochody. Tak właśnie jest z Ewą i Arkiem Hronowskimi. Choć sami nie są powszechnie rozpoznawani (co pewnością zmieni się po tej publikacji , to kto nie był lub chociaż nie słyszał o gdańskiej Ulicy Elektryków lub sopockim SPATiFie? Albo klubie B90, festiwalu Soundrive lub o Plenum? No to może Drizzly Grizzly albo W4 Food Squat. A Mystic Festival? Albo…

Wystarczy. Zakładam, że każdy interesujący się kulturą, sztuką, rozrywką, muzyką, Trójmiastem lub chociażby alkoholem (!) kojarzy przynajmniej jedną z wymienionych nazw. Wszystkie mają cechę wspólną: przekaz lub – jak kto woli – misję. Bo Hronowscy ,choć działają w szeroko pojętej sferze rozrywki, to wszystkim ich projektom przyświeca jakaś idea, pewna historia, którą można nazwać misją. 

Pokazał to szczególnie mijający 2020 rok, gdy zniknęły nasze ulubione miejsca i wydarzenia, a życie kulturalne i rozrywkowe stało się prawie owocem zakazanym. I choć tereny Młodego Miasta już od kilku lat są popularnym miejscem pielgrzymek, to w tym roku zyskały dodatkowo na znaczeniu – zastępując inne pozamykane miejsca. Po raz pierwszy nie odbył się Festiwal Open’er, ale klimat festiwalu można było znaleźć właśnie na Elektryków. Nie dosłownie, bo nie można zastąpić wielkich koncertów, ale atmosferę można było poczuć. 

Sukces bohaterów naszej okładki leży właśnie w misji – tworzeniu czegoś nowego, przekraczaniu granic, stawianiu wyzwań i nieustannej próbie poszukiwania. Przede wszystkim połączeniu pracy z pasją – z tym co lubią; z tym, co daje im radość i przekonanie, że inni też to polubią. To właśnie te cechy w 2013 roku popchały ich do tego, by w postoczniowej pustce otworzyć klub B90, dzisiaj popularne miejsce koncertów. Wiele osób nie dawało im wtedy szans. Machina jednak ruszyła. I choć osią wspólną wszystkich ich projektów jest zabawa, to jednak mocno zabarwiona sztuką i za każdym razem czymś nowym, co nas zaskakuje.

Jeszcze jedna refleksja. Oto na naszych oczach dynamika rozwoju Młodego Miasta, którego częścią jest Elektryków, ale i 100cznia oraz wiele innych tworzących się tam miejsc zmienia rozrywkową mapę Trójmiasta. Na nieustannie pęczniejącej przestrzeni jednorazowo bawi się i spędza czas przynajmniej kilka tysięcy osób. Być może znaczna część z nich w poprzednich latach bawiła się w Sopocie. A że życie nie znosi próżni – to w miejsce fanów postoczniowych terenów, którzy opuścili Sopot, pojawili się nowi, inni i intrygujący na swój sposób klienci. W tym sezonie w Sopocie szczególnie widoczni. Ewolucja trwa. 

Nie tylko Hronowscy pojawili się w tym numerze „Prestiżu”, który jest mocno gdański. Sylwia Gutowska wyruszyła na spacer po Dolnym Mieście, a towarzyszył jej Jacek Górski, lokalny przewodnik i prezes stowarzyszenia „Opowiadacze Historii Dolnego Miasta”. Z kolei Dominika Raszkiewicz odwiedziła Michała „Shadowland”, młodego garncarza z ulicy Rajskiej, a Szymon Kamiński wysłuchał historii pana Czesława, który już od ponad 30 lat prowadzi sklep rybny Miruna. Jest też kultowy klasyk
Ford A, trójmiejskie Woonerfy czy też nowa, intrygująca trójmiejska marka kapeluszy i biżuterii – Rohewelt. Jej nazwa to połączenie wyrazów: rohe (surowy) i welt (świat). A to przecież nie wszystkie ciekawe historie w tym wydaniu. Życzę wielu wrażeń!