Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Cywilizacja lenistwa?

Oglądając wielokrotnie telewizyjne wywiady z młodymi, zawodowymi sportowcami amerykańskimi, uderzyło mnie powtarzające się ich pragnienie i przepis na życie, które sprowadzić można do tego, że „jak już się dorobię góry pieniędzy, to będę mógł nic nie robić”. I owo nicnierobienie zdaje się być ideałem, celem do którego należy dążyć.  A jeszcze niedawno lenistwo było uważane za grzech główny, zwany też śmiertelnym. Czyżbyśmy zmierzali w kierunku nowego etapu cywilizacji? Kultury lenistwa? Wiele osiągnięć technicznych służy, jak się nas przekonuje, oszczędności czasu i/lub energii. Można szybciej, krócej, z mniejszym wysiłkiem. Dzięki temu w zaoszczędzonym czasie możemy podjąć inne czynności, którym służą kolejne wynalazki oszczędzające czas. W rezultacie robimy to, czego w przeciwnym razie byśmy nie robili, bo mamy więcej na to czasu. Oszczędność czasu jest zatem pozorna. To wcale nie sylogizm. Gdybyśmy do Tajlandii musieli jechać kilka miesięcy, to byśmy tam na wakacje nie jechali. Bez samochodu, samolotu, czy pociągu, wyskok do stolicy na weekend byłby niemożliwy, więc byśmy nie jechali. I tak dalej. 

Wybitny pisarz amerykański, Thomas Pynchon, już w latach 90-tych XX wieku pisał (w New York Times’ie) ironizując, że największe leniuchy to pisarze, którzy nic nie robią, tylko błądzą po meandrach swojej wyobraźni, a w dodatku udaje im się swoje sny sprzedawać. Co więcej, zauważa Pynchon, dzisiaj do lenistwa sprowadza nas telewizja, a co więcej - wywołuje w ludziach pozostałe grzechy śmiertelne, których jest – przypomnę – siedem; poza lenistwem są to: obżarstwo, zawiść, chciwość, żądza, złość i pycha. I tak, oglądając telewizję, obżeramy się, ziejemy zawiścią wobec celebrytów i ludzi sukcesu, łakniemy oferowane w reklamach produkty, rozsadza nas złość oglądając wiadomości, trawi żądza, kiedy widzimy sceny erotyczne lub atrakcyjne twarze i ciała innych, no i czujemy pychę z poczucia wyższości i strzępów dystansu, jaki jeszcze w nas pozostał, pomiędzy naszym fotelem a tym, co jawi się na ekranie. 

Ale Pynchon nie przewidział rodzącej się wówczas rewolucji cyfrowej, która sprawia, że można żyć prawie w zupełnej izolacji od innych ludzi. Zauważmy, że również platformy internetowe reklamują się i konkurują ze sobą szybkością przesyłania danych. Staje się to wartością samą w sobie i bez zastanowienia przyjmujemy za pewnik, że szybciej, znaczy dobrze. Pod koniec średniowiecza Włosi wymyślili niedorzeczną definicję, że „czas to pieniądz”, a teraz przekonuje się nas, że „szybkość to szczęście” mierzone mega- i terabajtami. A starożytni mówili „festina lente” – śpiesz się powoli. 

Tak więc, na naszych oczach rodzi się nowa forma relacji międzyludzkich, do których nawiązania i kontynuacji potrzeba minimum energii. Zauważmy, że owe relacje opierają się przede wszystkim, a właściwie – tylko, na języku. Niby dobrze, ale język pisany, bo tym się głównie w Internecie posługujemy, nie jest mową. Następuje zatem fundamentalna podmiana mowy – jako systemu komunikacji międzyludzkiej – na język, który do tej pory nie służył komunikacji „na żywo”. Istniał w formie pisanej, w literaturze, książkach i dokumentach wszelkiego typu, i bardziej prywatnie – w pamiętnikach i listach. Analfabeci byli „niepiśmienni”, od języka odcięci, posługiwali się tylko mową, a do tego potrzebna była fizyczna obecność choćby jeszcze jednej osoby. Dzisiaj takiej potrzeby nie ma. Dlatego, można przypuścić, grozi nam analfabetyzm w drugą stronę: biegli w języku świetnie komunikują się ze sobą w internecie, ale nie będą umieli porozumiewać się w mowie. Nie sklecą składnego zdania. Tworzy się pokolenie „niemówiących”. Zostają w ten sposób odcięci od tradycyjnych kontaktów międzyludzkich i sposobów komunikacji. Fizyczna obecność osób trzecich będzie ich onieśmielać do tego stopnia, że – sparaliżowani - słowa z siebie nie wyduszą. Analfabetyzm w mowie będzie miał (i zapewne już ma) wiele konsekwencji natury psychicznej czy socjologicznej. Doprowadzi do powstania nowych form sztuki i literatury. Zauważmy, że nawet do filmów trafiły już sms-y i teksty pisane na komputerze. Zamiast mowy, mamy formy języka. Ludzie nie rozmawiają, tylko ślą wiadomości. Kamera przeskakuje nie z twarzy na twarz, tylko  z jednego monitora na drugi. Twarz aktora traci na znaczeniu. Ale ja – być może naiwnie -  nie wierzę, że czas to pieniądz, ani w to, że szybko to dobrze.