Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Współpracuje też z TVN. Autor wielu reportaży śledczych, m.in. o przemycie na okrętach marynarki wojennej, korupcji w Straży Granicznej czy też tekstów ujawniających istnienie mafii paliwowej. W 2007 roku jako jeden z pierwszych dziennikarzy podjął temat pedofilii w kościele. W 2012 był współautorem filmu dokumentalnego w TVN o finansach kościoła. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a także do Mediatorów. 

Prywatnie żeglarz, tenisista i muzyk. Założyciel Prestiżu i szef MS Group.

Przetrwać w gronie przyjaciół

Filmik ze stłuczką gdyńskiego jachtu „Sailing Poland” pokazał jak wielkim wyzwaniem jest start w The Ocean Race w 2022 roku. Oprócz zbudowania załogi i zdobycia dużego budżetu trzeba też umieć przetrwać w gronie przyjaciół.

Od wielu, wielu długich lat polskie żeglarstwo morskie próbuje dostać się do najważniejszych i największych regat na świecie. Póki co – poza pojedynczymi przypadkami – nie mamy ani sukcesów, ani wielkich projektów, a przede wszystkim pieniędzy. Sytuację pogorszyła Polska Fundacja Narodowa, która w 2017 uruchomiła bardzo nieudany projekt pod nazwą „Polska 100”, potem przemianowany „I love Poland”. Kryło się pod nim kupno regatowej jednostki klasy VO70 (70 -stopowy jacht, który brał udział w regatach Volvo Ocean Race) i wygrywanie regat typu Sydney Hobart czy też Fastnet. Cel nadrzędny projektu – promocja Polski. Wszystko za publiczne pieniądze. Ze startów nic nie wyszło, zamiast tego projektowi towarzyszyła polityka, seria wpadek, niejasności, a przede wszystkim skrajna nietransparentność, co w przypadku wydawania publicznych pieniędzy jest niezwykle istotne. Zamiast promocji Polski i żeglarstwa – „I Love Poland” stał się więc finalnie symbolem marnotrawionych pieniędzy podatników.

W 2019 roku ambitną próbę zbudowania nowego teamu oceanicznego podjęła grupa ludzi z Trójmiasta. Tym razem cel jest bardzo wyrafinowany – start w 2022 roku w The Ocean Race, najsłynniejszych regatach dookoła ziemi. Sam fakt wzięcia w nich udziału stawia ich uczestników w żeglarskiej elicie, a ścigające się w  jachty są witane w portach przez setki tysięcy ludzi. Już sam start polskiego jachtu byłoby wielkim wydarzeniem. Ekipie udało się pozyskać jacht, oceaniczną jednostkę klasy VO65 o nazwie „Sailing Poland” (podobnie brzmiącej nazwie do rządowego „I Love Poland”) i za własne pieniądze rozpocząć żmudne i niezwykle trudne budowanie teamu.

Po pierwsze - wyszkolić załogę

Latem ubiegłego roku jednostka zameldowała się po raz pierwszy w Gdyni, która stała się jej portem macierzystym, a cały ten sezon przepracowała na Bałtyku. Trzonem załogi są młodzi ludzie, byli i obecni żeglarze klas olimpijskich. Szef teamu – Maciej Marczewski co pewien czas ściąga z zagranicy uznanych speców od oceanicznego ścigania, by móc doskonalić umiejętności załogi, a także swoje. Ekipa „Sailing Poland” co chwilę wyznacza też sobie challenge, różne krótkie zadania wyścigowe, by jak najefektywniej wykorzystywać czas. Ostatnio stałym sparingpartnerem jest bliźniacza jednostka z Litwy – „Amber Sail 2”, z którą „Sailing Poland” rozegrał kilka wyścigów.

Dzięki temu jest szansa, że w ciągu dwóch lat uda się wyszkolić załogę, która skutecznie podejmie rywalizację w tak wymagających regatach. 

Po drugie – znaleźć pieniądze

„Sailing Poland” to jacht wyrafinowany, zbudowany wg najnowszych technologii, jednostka wyścigowa przystosowana do pokonywania barier. Jej użytkowanie nie należy do tanich, a na sam proces przygotowań do The Ocean Race i następnie start w regatach potrzeba milionów euro. Stąd oprócz wyszkolenie załogi - kolejnym wyzwaniem przed jaki stoi „SP” jest budżet. Najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie zamożnych sponsorów, ale ich zdobycie w Polsce jest niezwykle trudne. W takich sytuacjach dość powszechną formą łatania dziur w budżecie jest pływanie w formule Pro/Am,  która oznacza, że razem z zawodową, stałą załogą (PRO), płyną żeglarze amatorzy (AM). Ich udział jest płatny. Z tej możliwości jak się da stara się korzystać także „Sailing Poland” ogłaszając co pewien czas, że można komercyjnie wziąć udział w krótkim rejsie.

Treningowa stłuczka

Tak więc, zanim w 2022 roku nasz team weźmie udział w wielkim wyścigu wokół Ziemi musi odbyć zbudować profesjonalną załogę i zebrać sporo pieniędzy. 

Na szczęście ma za sobą ogromne wsparcie środowiska żeglarskiego, które słynie z wzajemnej życzliwości. Ostatni dowód widać było niedawno, gdy podczas treningu na Zatoce Gdańskiej „Sailing Poland” uderzył lekko w statek. Uderzenie nastąpiło bukszprytem (dziób), tuż po zwrocie przez sztag. Nikomu nic się nie stało, a jednostka dopłynęła do portu, by przejść naprawę. Do stłuczki doszło w wyniku błędu załogi i z pewnością nie przyniosło jej chwały, ale po to jest właśnie czas treningów i szkoleń. Tak się złożyło, że zderzenie zostało nagrane przez załogę statku (która także nie jest bez winy), a nagranie szybko zaczęli udostępniać żeglarze. Amatorzy i zawodowcy, regatowcy i turyści, grupy żeglarskie, firmy, a nawet portale. Szybko dało się zauważyć wysoki poziom wiedzy komentujących.

„Spoko, stać nas na kolejne naprawy. Tak samo na 70mln przewalone przez Jacka Sasina na wybory, które się nie odbyły”

„Jarosław, Jarosław z Żoliborza”.

„Reklamują Polskę. Ci też wstali z kolan i zaatakowali statek”

„Nasza ekipa narodowa ćwiczy przed ważnymi regatami sami fachowcy czyli kochanki i synkowie ( nowe elity )

„Brawo tak dalej za nasze pieniądze!”

„Załogę dobierał prezes”

„myślę że dupa nie kapitan... myślę że z nadania.....”

„Promują Polskę - chcieli blisko podpłynąć”

„Ciekawe kiedy ogłoszą zbiórkę na naprawę”

„Dobra zmiana za sterem...”

„Promowania Polski ciąg dalszy”

„Promocja Polski na świecie ,,Sailing Poland" adekwatna 

do sytuacji w Polsce” 

„Spokojnie, podatnik zapłaci za naprawę.. Kolejny raz…”

„Obejrzy to pewno cały żeglarski świat. Pytanie czy aby na pewno te kilkanaście milionów zostało zainwestowane właściwie. Śmiem wątpić.

... o jejku, jejku powiem Wam to pisowski skipper”

 

Niektórzy przy okazji zauważyli, że udział w rejsie w załodze w formule Pro/Am było wyceniany przez „SP” za 1200 euro. A sporo osób po prostu życzliwie wyraziło się o załodze.

„Co za idioci... Brak słów ale od razu widać kto tym pływa po znajomości jacht łatwiony od kolegi ministra”

„Debil nie sternik”, „Idiota”. 

Krytyka jest rzeczą normalną, ale udostępniające osoby, grupy, czy nawet profesjonalne profile żeglarskie nie podjęły nawet próby opisania  i moderowania sytuacji, sprostowania nieprawdziwych komentarzy mylących gdyńską ekipę z rządowym projektem. Szkoda było psuć radości, jaką sprawił filmik.

Choć członkowie ekipy „Sailing Poland” zdawali sobie sprawę, że - kosmiczne jak na polskie realia - wyzwanie jakiego się podjęli może przynieść nieprzychylne komentarze środowiska to jednak było to wciąż w sferze domysłów. Filmik dał wreszcie jasny i czytelny dowód – oprócz wyszkolenia załogi i zdobycia pieniędzy jest trzecie, znacznie większe wyzwanie – przetrwać w gronie żeglarskich przyjaciół.