Klaudia Krause-Bacia

DAMA OD KULTURY # Róża Ostrowska

Spacerując ulicami Wrzeszcza, czasami chodzimy zupełnie nieświadomi tego, kto urzędował w tych pięknych, starych kamienicach pół wieku temu… A często mieszkali tam twórcy wybitni. Jedną z wyjątkowych osobowości była artystka, która osiedliła się na ulicy Partyzantów 99.  Właściwie pod tym adresem mieszkały trzy kobiety - starsza dystyngowana pani, która brała udział we wszystkich zebraniach literackich, jej córka polonistka i wnuczka. To właśnie tej najmłodszej poświęcony będzie wrześniowy felieton. Wyobraźcie sobie szatynkę z wielkimi, pięknymi, szaro-niebieskimi oczami, zgrabnymi nogami i niezwykle szlachetnym owalem twarzy. Zawsze z klasą,  zawsze z gracją. Poezja w każdym ruchu, a jak dobrze wiemy, z tym trzeba się po prostu urodzić. Do tego dobra dusza, ponadprzeciętna inteligencja i przepiękny uśmiech, który rozkładał na łopatki praktycznie każdego napotkanego mężczyznę. Ponieważ była kobietą wielu talentów, a do tego duszą towarzystwa - kto raz ją poznał, już nigdy nie przeszedł obok niej obojętnie. Do tego namiętnie paliła papierosy. Jednak jak przystało na prawdziwą damę, zawsze czekała aż mężczyzna poda jej ogień. Taka właśnie była Róża Ostrowska - prawdziwa artystyczna instytucja Trójmiasta.

Zaledwie kilka dekad temu Róża była niezwykle ważna dla lokalnego środowiska kulturalnego, lecz później słuch o niej zaginął. Dlaczego tak się stało? W latach 70. i 80., o jej nieobecności decydowała sytuacja polityczna, a władze robiły wszystko, żeby skazać ówczesnych artystów na zapomnienie. Poza tym była postacią krnąbrną, niezależną i odważną, co również za czasów PRL-u nie było zachowaniem pożądanym. Z drugiej strony był to również czas przełomów i zmian na scenie kulturalnej. Pojawiło się nowe, a stare starannie zamiatano pod dywan. Dzisiaj o Róży Ostrowskiej praktycznie się nie mówi. Mało kto jest w stanie przywołać jej świetną powieść pt. „Wyspa”, która, nie bagatela, należy do najistotniejszych utworów literatury polskiej lat. 50 XX wieku. Była też współautorką słynnego „Bedekera kaszubskiego”, którego napisała razem z dziennikarką i przyjaciółką Izabellą Trojanowską. Oprócz tego aktywnie pisała recenzje teatralne i felietony, które ukazywały się na łamach „Głosu Wybrzeża”. Pisała też artykuły do tygodnika „Ziemia i morze” oraz dwutygodnika „Pomorze” oraz „Dialogu”. To jednak nie wszystko, ponieważ  „po godzinach” Róża była prawdziwą gwiazdą ówczesnej artystycznej cyganerii, często obracała się w towarzystwie młodych literatów, którzy trzęśli wówczas trójmiejską sceną artystyczną. Ona nie pozostawała w tyle. Najpierw pracowała w gdańskiej rozgłośni Polskiego Radia na stanowisku redaktora i kierownika redakcji literackiej, a niespełna kilka lat później została kierownikiem literackim Teatru Wybrzeże. W 1968 roku wraz ze swoim serdecznym przyjacielem Lechem Bądkowskim otwartym listem zaprotestowali przeciw prześladowaniom studentów, czyli antysemickiej akcji Gomułki, za co natychmiastowo została zwolniona z pracy w teatrze i do końca życia była poddawana inwigilacji. Zmarła w 1975 roku z powodu choroby nowotworowej w trakcie pisania powieści „Mój czas osobny”. Książka ukazała się pośmiertnie, dwa lata później. To nieskończona powieść, której akcja toczy się w jej dwóch ukochanych krainach: na Kaszubach i na Wileńszczyźnie. Mimo, że Róża urodziła się w Wilnie, bardzo pokochała Pomorze. Szczególnie bliskie były dla niej Kaszuby. Tam też, na małej wyspie na jeziorze Wdzydzkim, stworzyła swoją artystyczną oazę. To tu w starej chacie kaszubskiej spędzała wolne dni i większość lata. 

Z perspektywy czasu Róża Ostrowska okazała się pisarką niebanalną, zbuntowaną wobec świata konwenansów i totalitarnej przemocy. Dzisiaj, mimo wybitnych dzieł, pozostało po niej niewiele. W Teatrze Wybrzeże jest upamiętniająca tablica, we Wrzeszczu ulica nazwana jej imieniem, są wspomnienia przyjaciół, portret namalowany przez Lucynę Legut, i jeszcze jedno! W 2006 roku Olo Walicki wydał płytę „Kaszëbë”, na której znajduje się utwór „Te dwa” dedykowany właśnie Róży Ostrowskiej. Jest to piosenka niezwykła, bowiem użyty został w niej głos samej Róży. Posłuchajcie koniecznie! Jestem przekonana, że wyobraźnia porwie was w nostalgiczno-artystyczny kaszubski klimat, idealnie wpisujący się w ten nadchodzący jesienny czas…

Ps. Korzystając z drobnej konotacji z Polskim Radiem, muszę nadmienić, że pewnie jak wielu z was, tęsknię za Trójką, za tym radiowym teatrem wyobraźni, za głosami, które znam od lat. Póki co, zostaje nam cierpliwie czekać, aż ktoś położy kres destrukcji Polskiego Radia.