Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Festival. Na stoczniowych terenach w Gdańsku stworzył klub B90 oraz współtworzy Ulicę Elektryków, Plenum i Plener 33. Od niedawna w Krakowie współorganizuje Mystic Festival. Najmłodsze dziecko to nowy, alternatywny klub muzyczny DRIZZLY GRIZZLY.

W zapotniałym kraju

Ilu z nas pamięta czasy komuny, kiedy niemal każdy uprawiał slalom gigant życia? Dla tych nie pamiętających czyli młodszych mniej więcej wyglądało to tak: wszystkie sprawy załatwiane były na jakimś patencie, poprzez znajomości, wejścia, koneksje w urzędach, instytucjach czy zakładach pracy. Kiedy sobie coś wymyśliłeś i chciałeś to zrealizować, natychmiast uruchamiał się proces obejścia wszystkich przepisów, które Ci to uniemożliwiały. A było ich na tyle dużo aby każda kreatywność i własna inicjatywa padała w zalążku. Tym którym się udało zwykle byli nękani i karani.

I tak się zaczyna dziać dziś, a światowa pandemia to tylko przyspieszyła. Można powiedzieć, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku, choć w rzeczywistości nie do końca. Jeśli docierają do nas doniesienia z innych krajów, to bywa różnie. Od kilku miesięcy naród pacyfikowany jest obostrzeniami, zakazami, karami i czekaniem na kolejne decyzje. Naród reaguje różnie, ale nie można powiedzieć, że jest w całości durny. Skoro przykład idzie z góry to obserwujemy i zadajemy sobie pytanie: skoro tam wolno, to dlaczego nie tutaj. I zaczyna się rycie beretu czyli wymyślanie obejść aby móc realizować cele, które jedni mogą, a inni nie. Uczestnicząc dość aktywnie w życiu obserwuję funkcjonowanie wielu przestrzeni. Ulice są pełne jak dawniej, sklepy również, kościoły nie wiem bo unikam, ale widziałem jak wysypują się z nich tłumy. Podczas kampanii wyborczej na wszystkich wiecach tłumnie gromadzili się zwolennicy kandydatów. Rozmaite odsłony pomników, konferencje prasowe gromadzą tłumy. Gromadzą bez żadnych rygorów jakimi obłożone jest jeszcze wiele sektorów gospodarki. To, że obecna sytuacja odbije się na wszystkich, a zwłaszcza na gospodarce czyli naszych portfelach to jasne. Ale ratując co stracone, wciąż musimy ponosić aż takie ofiary? Hipokryzja władzy osiągnęła poziom wszystkich stanów alarmowych. Jakie sztaby kryzysowe, apele, konferencje, telefony kiedy wystarczy spojrzeć na ulicę, a tam jak w soczewce wszystko odwrotnie. Kary, interwencje, donosy, to wszystko w imię czego – naszego zdrowia? Oj chyba ktoś zaczyna wykorzystywać pandemię. Pandemia jest groźna, ale odpowiednia manipulacja tym stanem może z łatwością dokonać wielu dodatkowych zniszczeń, nie tylko w naszych organizmach. Dziś wielu przedsiębiorców, zwłaszcza tych małych i średnich naprawdę nie wie co i jak ma robić. Przepisy są absurdalne i nie wiadomo czego i kogo dotyczą. Jedni mogą, inni nie. Nikt nie rozumie na jakich zasadach je ustalano. Konsultacje w tych sprawach prowadzone z przedstawicielami wielu branż kompletnie nie przynoszą rezultatu. Zmuszani jesteśmy do zachowań, które w konfrontacji z rzeczywistością są absurdalne. Polska zaczyna się pocić i dusić. Od kilku miesięcy kraj nie jest wietrzony, nie ma wymiany ludzi. Zaczynamy kraj zwiedzać i dochodzi do nieoczekiwanych konfrontacji społeczeństw. Polska jest wyraźnie podzielona. Politycy to podsycają i efekt jest katastroficzny. Czy tak modne Trójmiasto się obroni przed obecną sytuacją? Wychodzi na to, że na tle kraju całkiem dobrze sobie radzimy. Niestety, ale to tylko dane. Kiedy zajrzymy głębiej to zachowujemy się dokładnie jak za głębokiej komuny. Władza i przepisy sobie, a życie sobie. Jako drobny przedsiębiorca widzę gołym okiem jak to funkcjonuje. Kombinujemy od rana do wieczora, ryzykujemy, łamiemy przepisy aby żyć, a w części przetrwać. Odwoływanie się do zachowań władzy nic nie daje. Każdy z nas musi radzić sobie po swojemu. Musimy indywidualnie wywalczyć korzystne warunki, myśleć z wyprzedzeniem 45 ruchów na szachownicy. Zamiast kreować my dziś zajmujemy się jak nie podpaść i jak obejść przepisy. Nasza czujność spadła. Łapiemy co skapnie, nie dbamy już tak o jakość, bo chcemy wyrwać jak najwięcej. Efekt jest taki, że w miastach zaczyna się odczuwać powiew komuny. Jesteśmy wciąż otoczeni ładną architekturą, ale zaczyna ona być wypełniana jarmarcznym badziewiem. Przecież koronawirus to nie wojna, ale coś się dzieje złego i obawiam się, że te wszystkie manipulacje poskutkują wielką katastrofą, która nastąpi w ciągu kolejnych miesięcy. A może faktycznie potrzeba nam katastrofy aby na nowo zacząć budować? Może faktycznie potrzeba nam refleksji, kubła lodowatej wody aby zauważyć, że trochę oderwaliśmy się od rzeczywistości? Nie wszyscy jesteśmy przecież doskonali. Zatem proponuję już dziś narodowe wietrzenie i skok do lodowatej wody,szwłaszcza władzy.

 

116
07/2020

Jedyny mistrz olimpijski jakiego Polska ma w żeglarstwie i z pewnością najbardziej znany żeglarz. Człowiek, który ma na swoim koncie gigantyczną liczbę sukcesów i wciąż wygrywa światowe imprezy.