Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Pisarka polskojęzyczna

Mnożą się ataki na Olgę Tokarczuk – naszą wspaniałą noblistkę. Z prawa i jeszcze bardziej, niż z prawa. Chociaż może bardziej z ludzkiej podłości i najzwyczajniejszej głupoty, aniżeli z orientacji politycznej. A, że agentka właściwie, na służbie obcych ambasad, skąd judaszowe pieniądze brała, zdrajczyni narodu i wiary. Piewczyni neo-poganizmu, zaprzedana kultom bałwanów. Zapatrzona w mroki przedchrześcijaństwa. Owszem, zdolna, ale właściwie nie-Polka, choć polskojęzyczna. A talent i estetyka zwodnicze są, mogą dać ułudę prawdy. A ta przecież poza Chrześcijaństwem nie istnieje. W dodatku dziecka nie ochrzciła i jest wegetarianką. Gardzi polskimi wieprzami i krowami, brzydzi się polskim drobiem. Cóż, ataki te, zamiast dumy, rozpiera pogarda, chęć zohydzenia na wieki. Można się było tego spodziewać, bo i tradycja spora. Przecież Stefana Żeromskiego (wprawdzie nie-noblisty) tez od czci i wiary odsądzano, bo pornografię szerzył, a w dodatku urastał do roli „wodza młodzieży anty-chrystusowej” (cytat prawdziwy!). Niestety, od kilku lat zohydzanie,  język i mentalność plebsu, dominują w polityce, a tym samym w mediach. Początek dał chyba pewien polityk ZChN w latach dziewięćdziesiątych, który – mając obecną lewicę na myśli - rozszyfrował akronim PZPR bodajże jako „płatni zdrajcy, pachołki Rosji”. Odwdzięczył mu się niezastąpiony Stanisław Tym, który, z kolei, dowcipnie i z większa kulturą odczytał ZChN jako „związek chorych z nienawiści”, których chorobą jest wodogłowie – w tym wypadku nieuleczalne, bo woda jest święcona. No i zaczęło się. W ostatnich latach to, co kiedyś nazywano mową parlamentarną, stało się własnym przeciwieństwem, a słowa i zwroty rynsztokowe normą. Obrazują też meandry myśli naszych polityków. Jeśli się do tego przyzwyczaimy i zaczniemy tolerować obecność niewychowanych i niedokształconych tumanów w naszej polityce, to rzeczywiście wielka literatura skazana jest na pożarcie nieokrzesanych nieuków. Kultura języka zaś jest prześwietleniem kultury człowieka. Kaliban w „Burzy” Szekspira dziękuje Prosperowi za to, że nauczył go mówić, bo teraz może przeklinać. Przykład ten znajduje sporo naśladowców.

W latach dziewięćdziesiąt powstał w USA film, pt. „Idiokracja”, ukazujący świat, który zdurniał. Tak, dosłownie zdurniał, co z przerażeniem odkrywa człowiek – bohater filmu - przypadkowo przeniesiony pięćset lat do przodu. W świecie tym nikt nic nie umie, nikt nie umie nie tylko niczego naprawić, ale i korzystać z urządzeń powstałych w przeszłości. Lekarze nie umieją leczyć, inżynierowie budować, nauczyciele uczyć. Może rzeczywiście w tym kierunku świat zmierza, a pokolenie czytających odejdzie w niepamięć. Zostaną rzesze kalibanów, którzy w przekleństwach odnajdą spełnienie.

Oczywiście, obecna władza co rusz obiecuje nam powstanie nowych elit, ale niepokoić może, że kultura językowa niektórych prominentnych przedstawicieli owych nowych elit jest bliższa rynsztokowi, niż sferom, które jeszcze do niedawna kojarzyliśmy z przedstawicielami narodu. Tak sobie myślę, że obsadzenie swoimi najważniejszych urzędów i „ciał”, co się dopełni – jak wolno sądzić - w najbliższym czasie, da nam pełen obraz nowych elit. Szczególnie budująca jest okazana troska o Trybunał Konstytucyjny, próba podniesienia poziomu jego kultury językowej. Tak trzymać, bo kandydatów o zbliżonych kwalifikacjach jest jeszcze sporo. Nie wątpię też, że nowe elity potrafią podjąć trud misji narodu, jaką jest obrona i podtrzymanie tradycji chrześcijańskiej i jego kulturowego dziedzictwa – bo taki cel wyznaczył nam wódz narodu, a więc prezes centrum decyzyjności politycznej (czy jak to się nazywa?). Cały świat na nas patrzy i podziwia, że to właśnie my, nieomal w pojedynkę, podjęliśmy się wyzwania, od którego zależą losy Europy, ba, całego globu. Wobec tych celów nagrody Nobla rzeczywiście nabierają charakteru środowiskowego, a Olga Tokarczuk po prostu nie rozumie, że jesteśmy narodem z misją. Ale to nie może być dla niej usprawiedliwieniem. Dlatego skazać ją należy na zapomnienie, jak szewca Herostratesa, którego sąd skazał za podpalenie świątyni Artemidy w Efezie. Podpala pogańskimi ogniami naszą świątynię, to niech przepadnie z kretesem. A kysz, czarownico!