Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Gdańskie „oczko w głowie” Orlenu

Dzisiejsza strefa podziału wpływów w Polsce przebiega pomiędzy administracją centralną, a samorządową. Pierwszą -  znacznie większą, silniejszą i bogatszą strefą, bo krajową zarządza PiS. Drugą - mniejszą, ale też dającą spore możliwości bytowo - socjalne dla swoich - zarządza opozycja. Tutaj też rozgrywa się kluczowa batalia. Gdańsk jest widocznym tego przykładem.

Wezwanie posiadaczy akcji Energi przez PKN Orlen do sprzedaży akcji po 7 zł jest z pewnością jedną najważniejszych informacji biznesowych Trójmiasta. Energa zadebiutowała na giełdzie w 2013 roku. Akcje spółki kupiło wtedy 72 tys. inwestorów indywidualnych, a zainteresowanie było duże, stąd skarb państwa dokonał redukcji o połowę. Limit wynosił 452 akcje po 17 zł za sztukę. Początkowo akcje rosły, a Energa wypłacała dywidendy. W 2015 roku akcje były warte 26 zł.

Po 2015 roku w Enerdze nastąpił chaos, a wraz z nim niekorzystne decyzje. Spółka zmieniała prezesa 8 razy, wypowiedziała umowy firmom wiatrowym, zainwestowała w górnictwo, a także stała się jednym z fundatorów Polskiej Fundacji Narodowej, której funkcjonowanie jest transparentne niczym kariera Amber Gold. Teraz Orlen chce kupić 100 % akcji Energi i wycofać spółkę z giełdy, co oznacza, że dla drobnych właścicieli akcji ta propozycja jest praktycznie nie do odrzucenia. Stracą na niej sporo - sześć lat temu mamieni przez państwo wspaniałą wizją rozwoju spółki kupili jej akcje za 17 zł, a teraz sprzedadzą za 7 zł. Jest jednak pewne pocieszenie - ich ciułane i mozolnie wypracowane oszczędności trafią w dobre ręce. Dzięki nim zyska przecież skarb państwa. Ta wiadomość to z pewnością miód na serce każdego rozczarowanego. Orlen kupi też pakiet akcji Energi od skarbu państwa. To 51%, za które zapłaci 1,5 mld zł. Eksperci komentują, że z kolei ta kasa zasypie część rozbudowanych obietnic socjalnych PiS-u w nadchodzącym 2020 roku.

Energa to już druga wielka trójmiejska spółka, którą chce przejąć Orlen, którym kieruje Daniel Obajtek. Do 2015 roku był wójtem Pcimia, a po objęciu rządów przez PiS zrobił błyskawiczną karierę, zaliczając m.in. fotel prezesa Energi, a w lutym 2018 roku przejmując rządy w Orlenie. Wkrótce po tym ogłosił, że kupi Lotos. Paliwowy koncern z Płocka podpisał w tej sprawie list intencyjny ze skarbem państwa, który w Lotosie ma 53% udziałów. Po zawarciu porozumienia w gdańskiej spółce ruszył proces due diligence, a Orlen czeka na decyzję Komisji Europejskiej w sprawie fuzji. 

Pomysł przejęcia Lotosu wzbudził niepokój i obawy w Trójmieście, nie tylko co do przyszłości spółki, ale w kontekście ulokowania jej siedziby i związanych z tym podatków. Teraz kolejne obawy będą dotyczyć Energi. I choć Daniel Obajtek zapewnił ostatnio, że jej siedziba pozostanie w Gdańsku to przecież w kontekście zagrywki ze sprzedażą jej akcji - trudno jakiekolwiek deklaracje przedstawicieli państwa traktować poważnie. Tak więc siedziba Energi może być w przyszłości w Gdańsku, może w Płocku, a równie dobrze w w Kielcach lub Pcimiu. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy.

Państwo, jego struktury, spółki, decyzje i ustalane przez niego przepisy to dzisiaj najbardziej niestabilne i nieprzewidywalne elementy otaczającej nas rzeczywistości. Powód takiego stanu rzeczy jest dość prosty. W prywatnym biznesie, a także w życiu o powodzeniu decydują kompetencje, wiedza i umiejętności. W strukturach państwa - w administracji rządowej, spółkach skarbu państwa czy też aparacie partyjnym, który daje miejsce na liście wyborczej - czynnikiem decydującym jest przynależność polityczna.

Podobna rzeczywistość panuje w samorządach. Od kilku lat w różnych publikacjach pojawiały się mapki wyborcze pokazujące Polskę podzieloną na pół ze wskazaniem na opozycyjny zachód i pisowski wschód. Nic bardziej mylnego. Dzisiejsza strefa podziału wpływów przebiega pomiędzy administracją centralną, a samorządową. Pierwszą -  znacznie większą, silniejszą i bogatszą strefą, bo krajową zarządza PiS. Drugą - mniejszą, ale też dającą spore możliwości bytowo - socjalne dla swoich - zarządza opozycja. Dotyczy to zwłaszcza dużych miast. Gdańsk jest tutaj z pewnością flagowym przykładem. Tutaj znajduje się największy poligon polityczny w Polsce. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że uwaga Orlenu skupiona akurat na trójmiejskich spółkach jest nie tylko działaniem biznesowym, ale jej podłożem jest trwająca konfrontacja. Szkoda tylko, że beneficjentami tej politycznej wojny dwóch obozów są przede wszystkim osoby związane z PiS i KO, a sponsorami jak zwykle zwykli podatnicy.