Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Cały ten zgiełk

Październikowy Tydzień Japoński w Teatrze Szekspirowskim przypomniał mi, że jedna z japońskich opowieści mitologicznych, związanych z boginią słońca Amaterasu, wiąże się z genezą teatru. Otóż bogini, obrażona przez brata, skrywa się w jaskini, przez co świat pogrąża się w ciemnościach. Po to, żeby ją wywabić na zewnątrz, bogowie organizują rodzaj występu artystycznego, w którym bogini Ama no Uzume wpada w trans i wykonuje striptiz. Obnażenie narządów rodnych interpretowane jest jako "mityczny moment narodzin teatru", w którym zatracona zostaje ich pierwotna, biologiczna funkcja, a nadana zostaje funkcja znakowa. Staje się znakiem czegoś, czym nie jest, jak wszystko, co znajdzie się na scenie. Striptiz bogini ma charakter komiczny, a na dźwięk śmiechu wiedziona ciekawością Amaterasu uchyla wrota jaskini i pyta o przyczynę wesołości. Ama no Uzume wyjaśnia, że wszyscy się cieszą, gdyż okazało się, że żyje bogini piękniejsza od Amaterasu, po czym podaje jej metalowe lustro, w którym słoneczna bogini po raz pierwszy ogląda swe oblicze. Widok ten jeszcze bardziej podsyca ciekawość Amaterasu, która wychodzi z jaskini, dzięki czemu jednemu z bogów udaje się ją porwać i przywrócić światu. 

Jeszcze inna, już nie mitologiczna, jest geneza teatru kabuki, który powstał na obrzeżach "przyzwoitego świata", w zakazanych dzielnicach miast, a którego pierwszymi aktorkami były... prostytutki, co zresztą doprowadzało do awantur i bójek pośród widzów, rywalizujących o względy "gwiazdy". Dopiero w drugiej połowie osiemnastego wieku wyzwolone z pruderii i śmiałe w ukazywaniu scen intymnych kabuki stało się uznaną dziedziną sztuki, a dzisiaj jest wizytówką tradycji wysokiej kultury Japonii. Podobnie w Europie: już w renesansie teatry stały się miejscem polowań na klientów dla ladacznic (i odwrotnie), a w wieku dziewiętnastym niektóre teatry Londynu czy Paryża zasłynęły z powodu nierządu, jaki w nich uprawiano na zapleczu podczas przedstawień, a w wielu burdelach z kolei - obok widowisk erotycznych - zaczęto wystawiać przedstawienia teatralne. W okresie Drugiego Cesarstwa wiele kurtyzan robi kariery aktorskie na scenie. Granica przestrzeni rozrywki czy sztuki oraz rozpusty zaczynała się zamazywać. 

Widzimy, że w obu wspomnianych wypadkach geneza teatru wiąże się z czymś uznawanym w tamtym czasie za gorszące lub nieprzyzwoite, z nagością czy nawet rozpustą, z czymś co przekraczało granice przyzwoitości, co mogło szokować. Historia teatru na świecie pokazuje więcej przykładów takiego właśnie oddziaływania sceny (kult rozpustnego Dionizosa stoi u źródeł teatru europejskiego!). Niejednokrotnie ludzi teatru spotykały szykany, ostracyzm (aktorzy kabuki musieli nosić specjalne stroje, które ostrzegały "porządnych" ludzi, z kim mają do czynienia), a nawet prześladowania i więzienie. Teatry stawiano na obrzeżach miast albo w dzielnicach "zakazanych". W elżbietańskim Londynie wzniesiono je na południowym brzegu Tamizy, poza jurysdykcją miasta, w dzielnicy rozpusty, gdzie obok Globe czy Hope znajdowały się podejrzane zajazdy, burdele, a na wszelki wypadek także i więzienie - Clink. Później mieściły się w dzielnicy Soho, gdzie przeniósł się też handel ciałem („soho” to zawołanie myśliwskie: w owej dzielnicy polowano na ludzkie ciało). 

Dzisiaj w wielu krajach (zwłaszcza Zachodu) istnieje daleko posunięta tolerancja dla teatru, który nie tylko w swym awangardowym, offowym nurcie, jest często transgresją tego, co przyzwolone czy dopuszczalne w przestrzeniach publicznych. Teatr stanowi przestrzeń, w której społeczeństwo w coraz większym stopniu akceptuje fakt możliwości przekraczania norm, tym bardziej, jeśli jest to przestrzeń, do której widz idzie dobrowolnie, a to nie ona narzuca mu widowisko, którego nie chce oglądać. W tym ostatnim wypadku mamy do czynienia z prowokacją, często nieakceptowaną nawet w demokratycznych społeczeństwach, otwartych przecież na różnorodność komunikatów i światopoglądów. Być może z tych właśnie powodów wiele zjawisk, działań i akcji artystycznych przedstawia się nie jako teatr, lecz pornografię lub niby-sztukę (tu czujność naszego ministerstwa kultury jest godna podziwu). Ale jest też odwrotnie: zjawiska nieteatralne podszywają się pod teatr, albo są jako taki interpretowane przez ignorantów. To tak, jakby pląsy prominentnych przedstawicieli naszego rządu na urodzinach znanego zakonnika traktować jako przejaw nowych prądów w teatrze tańca. Z drugiej strony szczególnie denerwujące jest, kiedy politycy mówią oburzeni, że jakieś zdarzenie nie miało nic z polityką wspólnego, bo było tylko teatrem. Tak jakby teatr był czymś gorszym. 

 

110
11/2019

Chwilę przed wywiadem usiedliśmy 140 metrów nad ziemią i zachwycaliśmy się widokiem na spokojne, skąpane w słońcu morze.