Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Demokracja ciemniaków

Swego czasu Kisiel nazwał komunę „dyktaturą ciemniaków”. Warto się jednak zastanowić, czy demokracja z definicji musi być oświecona. Piętą Achillesową demokracji jest bowiem to, że daje prawo wyborcze również i ludziom, którzy demokratami nie są, a zwycięstwo wyborcze zapewnia często nawiedzonym ideologom,  kolesiom, cwaniakom i ludziom niegodziwym,  przez co – będąc delikatną damą - ulega zakażeniu i to, co miało być zdrową tkanką nowego społeczeństwa zamienia się w gangrenę, która stwarza system będący karykaturą samego siebie (czyli to, co nazywam demokracją ciemniaków). Może to doprowadzić i zazwyczaj doprowadza do zapaści, a nawet obumarcia instytucji demokratycznych, co oczywiście można nazwać wyspą wolności.

 Drugim grzechem demokracji ciemniaków jest forma kolesiostwa i nepotyzmu, uderzająco podobna do tej z lat dyktatury, czyli upartyjnienie wszystkiego. Wszystkie znaczące stanowiska pełnić mają ludzie o tej samej grupie krwi. W tym wypadku nie pomoże obcinanie zajętych gangreną kończyn (np. poprzez wyrzucanie skompromitowanych doszczętnie członków z partii czy z klubów poselskich). Potrzebna jest transfuzja krwi. Krwi skażonej głupotą, obłudą, kłamstwem, chciejstwem i hipokryzją. Tu jednak pojawia się problem, gdyż dominująca krew, jaka płynie w naszym politycznym organizmie jest grupy TKM, i może się okazać, że wszystkie zapasy, jakie przygotowano do transfuzji są z tej samej grupy i w konsekwencji po raz kolejny jedna gangrena zostaje zastąpiona drugą. System, jaki stworzono, odrzuca inne grupy krwi, więc i jej zapasy muszą być stosowne. Jakie jest wobec tego wyjście? Jedyne to wymienić całą formację polityczną. Ale to przecież nie stanie się samo z siebie. Doraźne rozwiązania pozostają doraźne, a tu trzeba zmienić system doboru i kontroli władzy na każdym szczeblu. Jest przecież wielu światłych i uczciwych polityków, których głos ginie jednak w jazgocie troglodytów, jest olbrzymie zaplecze obywateli niepartyjnych, którzy mogliby wiele dobrego dla kraju zrobić. Z tego intelektualnego zaplecza należy skorzystać, zamiast stawiać na wciąż tych samych ludzi z politycznej, chocholej karuzeli. Z wesołego miasteczka, które staje się coraz bardziej smutne i nawet dzieci nie chcą się w nim bawić i wychodzą, demonstrując, na ulice.

Czy jest jednak jakieś wyjście, by pozbyć się tej politycznej gangreny raz na zawsze? Pozbyć systemu, który stał się samopowielającym się mechanizmem, w którym wymienia się co najwyżej zużyte części, ale nie sam mechanizm. Od lat powtarzam, że jedynym wyjściem jest rewolucja oświatowa, ale realna, nie pozorna czy statystyczna (bo taka to i teraz się odbywa: wprawdzie liczba studentów się potroiła, to liczba profesorów pozostała w zasadzie bez zmian). Bez niej to, co oglądamy i co w końcu dojrzeli co światlejsi politycy, nie jest anomalią – staje się prawidłowością. Przestaje dziwić, czy szokować. Kłamstwo staje się cnotą, łamanie prawa – sposobem naprawy kraju, a nowe elity żywo przypominają te z minionej epoki. Ciemniaki wybierają cwańszych ciemniaków, nie rozpoznając, że ci – jawnie rechocząc z głupoty swoich wyborców – ściemniają, obiecując im darmowe raje. Bez pracy obfitość kołaczy. Tworzą przy tym nowy język, w którym słowa znaczą swoje przeciwieństwo, słowa wydmuszki. Gdyż cechą ciemniaków jest właśnie to, że ściemniają.

W społeczeństwie wykształconym bełkotem populistycznym czy jawnym kłamstwem o wiele trudniej jest stworzyć komunikat o pozorach koherencji. Już w latach 90-tych zaprzepaszczono szansę radykalnej poprawy stanu oświaty i wykształcenia społeczeństwa i ta krótkowzroczność odbija się teraz czkawką i hajlującą młodzieżą (porażka edukacyjna naszych czasów!). Nie można też liczyć na to, że demokracja ciemniaków cokolwiek zmieni, gdyż z natury nie będzie w jej żywotnym interesie zmiana status quo. Po co kształcić, skoro wykształceni nas nie wybiorą? Miejmy przeto nadzieję, że ci, którzy kiedyś przejmą władzę, zrozumieją, że nie da się zbudować demokracji bez rewolucji nie tylko ustrojowej, wymiaru sprawiedliwości czy systemu kontroli władzy, lecz i oświatowej. Inaczej demokracja ciemniaków będzie się nadal powielać w coraz to nowej wersji. Sama z siebie rewolucja oświatowa się nie odbędzie, kolejne słowa-wydmuszki wejdą do politycznego i medialnego obiegu i ukształtują głowy wyborców na swoje podobieństwo. Dlatego śmiem twierdzić, że demokracja ciemniaków jest o wiele bardziej niebezpieczna dla kraju, niż dyktatura, gdyż w dyktaturze nie można aż do tego stopnia udawać. Ba, nie ma potrzeby udawać. 

 

109
10/2019

W zestawieniu pokazującym wartość przekazów telewizyjnych za ostatnią edycję The Volvo Ocean Race wyprzedziliśmy takie żeglarskie potęgi jak Australia, Dania, Portugalia, Nowa Zelandia, Francja, Włochy czy Niemcy!