Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Przyszłością jest nasza przeszłość? NIE!

Ech ten facebook. I znów trochę o nim. Ale dlaczego nie skoro to medium jest jak kozetka psychologa. Chwalimy się na nim swoimi sukcesami, bo są nam potrzebne pochwała i dowartościowanie. W chwilach zwątpienia wrzucamy swoje starsze zdjęcia, kiedy byliśmy znacznie młodsi i wtedy otrzymujemy mnóstwo pozytywnych ocen i teoretycznie czujemy się lepiej. Cofamy czas. Ale dlaczego nie możemy pogodzić się z upływem czasu?

Będąc ostatnio na gdyńskim Open'er sporo czasu poświęciłem obserwacji wszystkiego co dzieje się poza scenami. Ale nie o festiwalu jest ten felieton. Spośród tysięcy, w większości młodych ludzi widzianych w Babich Dołach mój wzrok i pamięć przykuła tylko jedna osoba. To był na moje oko siedemdziesięciolatek, może młodszy, ale jak on wyglądał! To był członek jednej z ekip artystów, który na chwilę wypuścił się w teren. Być może był muzykiem, tour managerem, albo członkiem ekipy technicznej. Posiadał w każdym razie identyfikator „Artist”. Długie, niemal białe, spięte włosy, dobrze przystrzyżona biała broda, stylowe okulary, trochę biżuterii, rock’n’rollowy, ale nie przesadzony styl, na twarzy włóczęga. Był stary, ale był sobą. Gdyby pojawił się na bankiecie Prestiżu, spokojnie byłby na nim widoczny tylko on. Nawet gdyby tam pojawiła się wystylizowana Kylie. Pomyślałem, że chce mieć już 65 lat i wyglądać jak on. Bo, wygląd w tym wieku to też chyba stan umysłu?

No i dochodzimy do sedna. Starzenie się jest nieuchronne. Ten proces czeka nas wszystkich. Jednym to służy, inni zamykają się w sobie i oddalają od głównego nurtu życia. Starzenie się ma wiele pozytywnych cech. Przede wszystkim jesteśmy z każdym dniem bogatsi o doświadczenia, mądrzejsi i nie irytujemy się już tak padającym w lipcu deszczem. Większość z nas stara się jednak żyć zgodnie z możliwościami swojego wieku, spędzać czas z rówieśnikami i cieszyć się tym na co zapracowaliśmy i sobie zasłużyliśmy. Ale coraz częściej też wracamy do wspomnień, trochę wzdychamy, że już nigdy tak nie będzie jak kiedyś i zaczynamy żyć tą przeszłością. Zresztą wspomnienia są fajne, ale po co nimi żyć? Ja osobiście nie lubię zbyt często wracać do wspomnień. Chcę iść do przodu, chcę poznawać nowe obszary i sprawdzać się w nowych wyzwaniach. Moja praca mogłaby być też już stabilna. Mógłbym bez problemu odcinać kupony od życia i zacząć się powoli starzeć. Kiedy wspominam ze znajomymi rok 1996 dochodzimy do wniosku, że to co wyprawialiśmy wtedy niczym nie różni się od tego co wyprawiamy dziś. Teraz jest super, każda nowa inicjatywa i pomysł ma siłę taką samą jak kiedyś. Czuję się wciąż częścią tej rodziny. To życie w innym wymiarze. Wciąż są nowe pomysły i nakręcają jak 30 lat temu. I kiedy mam pomyśleć, aby wrzucić na swój profil zdjęcie sprzed 20-30 lat to mnie zaczyna odrzucać. Bo kiedy patrzę na te zdjęcia, przypominają mi one czasy i siebie, kiedy jeszcze gdzieś tam ślepo biegłem, marzyłem o nie wiadomo czym, byłem głupi i naiwny. I wyglądałem beznadziejnie. Nie chcę wracać do tamtych, wcale nie tak beztroskich czasów.

Kiedy jadę kolejką SKM często zadaję sobie pytanie, dlaczego kiedyś dla mnie jazda tym środkiem lokomocji była nie do pomyślenia. Dziś sprawia mi ona przyjemność, bo stację mam blisko domu i szybko można dotrzeć na miejsce. Ludzie na peronach i w kolejce to również ciekawa obserwacja. Kiedy idę z tłumem ludzi w stronę obiektów stoczniowych czuję radochę, że jeszcze jestem częścią nowego życia Młodego Miasta. Że nie różnię się od nich niczym poza wiekiem. Ostatnio nawet powiedziałem do żony, ale byłoby super iść za dwadzieścia lat na koncert tą samą drogą, z odnowionego przystanku SKM Gdańsk Stocznia, jako już siedemdziesięciolatkowie i słyszeć za plecami teksty w stylu: zobacz jakie dwa ogryzki idą na imprezę. Słyszę czasami wśród moich rówieśników jak opowiadają, że kiedyś byli punkami, hipisami, że Jarocin to był ich drugi dom. Pewnie tak było, ale teraz jest już statecznie i nie wypada. Ale widać też, że nasze pokolenie choć w części młodnieje. To bardzo pozytywne i wcale nie naganne, że się odmładzamy. To stan umysłu, chcemy żyć wciąż jak kiedyś, odcinać kupony ile się da. W końcu zawsze zazdrościliśmy zachodnim emerytom, że po zakończonej aktywności zawodowej kupowali karawany oraz jachty i ruszali w świat. Nas może jeszcze na to nie stać, ale Open’era w końcu zaliczać co roku możemy.  No i tego się  trzymajmy.

 

107
08/2019

Wejść do Internetu jest łatwo, publikować jest łatwo, szczególnie jak się dysponuje profesjonalną redakcją. Ale zarabiać jest bardzo trudno – mówi Michał Kaczorowski, szef i założyciel portalu trojmiasto.pl.