Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Obiektywizm towarem deficytowym

Jakie to uczucie być potentatem medialnym? Gdy zadałem to pytanie Michałowi Kaczorowskiemu, założycielowi i właścicielowi portalu trojmiasto.pl tylko się uśmiechnął. Bo przecież, słowo potentat przede wszystkim kojarzy się nam z globalnymi markami i firmami, mającymi wpływ na wielkie obszary i skupiska ludzi. A Trójmiasto w skali świata z pewnością, ani wielkim, ani licznym obszarem nie jest. 

Wszystko zależy jednak od kontekstu. Jeżeli więc na trojmiasto.pl spojrzeć w ujęciu lokalnym - to te z pozoru na wyrost stwierdzenie, nabrałoby innego znaczenia. Wystarczy rzucić okiem na liczby: 2,27 mln użytkowników i ponad 47 mln odsłon miesięcznie!

To ponad dwa razy więcej niż cała trójmiejska aglomeracja, która liczy około miliona mieszkańców. Te wyniki stawiają trojmiasto.pl na czwartej pozycji w kraju jeżeli chodzi o zestawienie serwisów zawierających informacje regionalne. I tutaj znów uwaga - na pierwszym miejscu jest serwis, który gromadzi wiadomości lokalne z całego kraju, a kolejne dwa to bliźniacze serwisy dużego koncernu, wykorzystujące nie tylko lokalne, ale i wspólne treści. Można więc powiedzieć, że trojmiasto.pl - jako w pełni samodzielny gracz - jest pierwsze na liście. Z kolei w zestawieniu serwisów ogólnopolskich, czyli konkurujących o uwagę 28 mln osób, bo tyle obecnie jest w Polsce internautów zajmuje miejsce 14. O drodze do sukcesu nie będę pisać, bo o tym mówi sam właściciel portalu. O problemach i wyzwaniach też, a których dzisiaj jest znacznie więcej niż 10 lat temu. W ujęciu globalnym największym wyzwaniem Internetu jest hejt i fake newsy. Trojmiasto.pl, które niegdyś dość mocno pobłażało osobom wpisującym obraźliwe komentarze i za to zbierało cięgi mocno zaostrzyło politykę. Efekty są bardzo widoczne, wystarczy zobaczyć na listę komentarzy pod artykułami. Łatwo zauważyć liczbę zablokowanych wpisów. Bywa, że jest wyższa od samych komentarzy. Zaostrzenie moderacji to ruch jedyny z możliwych, choć z pewnością nie jest to powód do specjalnej radości. Moderacja jest przecież zawsze pewną formą cenzury, co jednak ważniejsze  – to wyraźny dowód jak bardzo wzrosła agresja w sieci.„10 lat temu w komentarzach pod artykułami wypowiadały się osoby, które miały faktycznie coś do powiedzenia merytorycznie. Czy pozytywnie, czy negatywnie, ale na temat. Niestety Internet poszedł w kierunku hejtu i negatywnych komentarzy”- wyjaśnia Kaczorowski.

Drugi trend, czyli fake newsy trójmiasta.pl bezpośrednio nie dotyczy, bo to cecha social mediów, gdzie każdy może opublikować dowolną treść przedstawiając ją jako fakt lub informację. Choćby najbardziej zmyśloną. Wpływa jednak na funkcjonowanie mediów.

Portal trojmiasto.pl ma inną dobrą cechę. Dzisiaj coraz rzadszą. Neutralność polityczną. Przyznam, że ciężko mi zdefiniować po której stronie jest. I to jest chyba największy sukces Kaczorowskiego. Neutralność polityczna staje się towarem deficytowym, zabijającym nie tylko obiektywizm, ale wręcz misję mediów. Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. W mieście rządzi opcja X o takim, a nie innym światopoglądzie. Lokalne media identyfikują się z poglądami głoszonymi przez opcję X, atakując opcję Y. Jednocześnie w tym samym mieście w podległych mu instytucjach kwitnie nepotyzm, kolesiostwo i układy. Nic co nie jest związane z polityką, tylko zwykłym skokiem na kasę. Czy w tej sytuacji media zaangażowane politycznie po stronie X będą w stanie skutecznie wypełniać swoją misję? Ktoś powie - zaraz, ale przecież media związane z opcją Y rzucą się na X i odwrotnie i w ten sposób wzajemnie będą się pilnować. Owszem, wzajemnie się opiszą, ale żadna ze stron - ani subiektywne media, ani związani z nimi politycy, ani ich czytelnicy nie będą traktować poważnie informacji podawanych przez drugą stronę - oceniając je jako wrogą propagandę, a nie fakty. Do rzetelnego, ale i skutecznego opisywania konieczne są media neutralne, nie uwikłane w propagandę. O ile podejmą się tematów. Bo, dzisiaj nawet zwykła dziennikarska robota interwencyjna, czy też śledcza grozi przyklejeniem łatki politycznej. Śpieszmy się zatem kochać obiektywne media, tak szybko odchodzą.