Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

„Moje usta będą parlamentem kraju”

Bardzo ciekawą postacią w szekspirowskiej „Henriadzie”, osadzonej w późnych wiekach średnich, jest Jack Cade, u nas właściwie nieznany. A szkoda, gdyż Szekspir, z właściwą sobie przenikliwością, ukazuje nam wzlot i upadek niezwykłej postaci historycznej (zm. ok. 1450 roku). Trybun ludowy, inaczej - populista, przywódca powstania plebsu, które ma przynieść sprawiedliwość dla wszystkich (oraz ma ją wymierzyć ciemiężcom, zdrajcom i złodziejom). Równie ważnym celem rewolty jest utworzenie nowych elit i nowego systemu prawnego. Jack nie chce jednak być uzurpatorem i prawa do tronu Anglii wywodzi ze szlachetnego urodzenia, oczywiście zmyślonego. Pojawia się tylko w kilku scenach aktu czwartego części drugiej Henryka VI. Ale jego wzlot i upadek są spektakularne. Już na początku Jack ogłasza wielbiącym go tłumom, że przyczyną buntu jest potrzeba gruntownej reformy systemu władzy i prawa. Po to, żeby żyło się lepiej, dostatniej i sprawiedliwiej.

Pierwsza decyzja dotyczy więc podniesienia stopy życiowej obywateli: za jednego pensa będzie można teraz kupić siedem bochenków chleba zamiast dwóch, a za trzy kwarty piwa trzeba będzie płacić tyle, co dotąd za jedną. Ze znanej fontanny w Londynie zamiast wody ma płynąć wino. Nakarmiony i napojony lud czeka też dalsza reforma systemu finansowego: pieniądze zostaną zniesione i wszyscy będą na utrzymaniu władcy. 

Następna w kolejce jest reforma prawa. Głos ludu jest ważniejszy, niż prawo pisane, dlatego w pierwszej kolejności należy zreformować sądy. Sposób jest prosty: należy zabić wszystkich prawników. Niedola ludu wynika bowiem z wadliwego prawa: jak to możliwe, żeby zapis na wyprawionej skórze jagnięcia, czyli na pergaminie, miał decydować o losach ludzi, którzy nawet nie umieją czytać? Tak być nie może, dlatego prawo należy gruntownie zreformować; konieczne jest też stworzenie nowych elit. Stąd zapowiedź zmian dotyczących także szkolnictwa. Winny jest bowiem układ tych, którzy umieją czytać i pisać, więc należy ich (i szkoły) zlikwidować. Co też motłoch ochoczo czyni, zabijając na zachętę przypadkowo zabłąkanego bakałarza, który na domiar złego przyznał się, że umie pisać i czytać („Co za potworność!” - wykrzyknie Jack), a w dodatku ujawniono, że zamierzał nauczać młodzież („Łotr!”). Nowe elity tej skazy, to znaczy umiejętności czytania i pisania, mieć już nie będą. A nieszczęsny bakałarz, symbol starych, zdeprawowanych elit, zostaje powieszony razem ze swym piórem i inkaustem. W nagrodę za reformy, zgodnie z uchwalonym przez siebie prawem Jack, pasuje sam siebie na rycerza. Teraz czas rozprawić się z opozycją. Każdy pretekst jest dobry. Lord Saye zostaje zgładzony za to, że zdeprawował młodzież budując szkoły i ucząc ją łaciny. Ponadto sprawił, że w kraju wprowadzono druk, co nie może ujść bezkarnie. Co więcej, otoczył się ludźmi, którzy prowadzą  uczone dysputy o gramatyce, co jest sprzeczne – jak Jack powiada - z wartościami chrześcijańskimi. Jack ma przy tym poczucie humoru i zmysł reżysera: ściętym głowom opozycjonistów każe się całować.

Znajomość języków obcych też jest podejrzana. Bo i jak Anglik-patriota może mówić po francusku, czyli w języku wroga? Nie może, a jeśli mówi, to znaczy że jest zdrajcą. A tych też należy unicestwić, bo zaprzedają ojczyznę obcym mocarstwom. Prawo należy zmieniać wedle bieżących potrzeb zwolenników. Jack przedłuża okres postu po to, by wspierającemu go rzeźnikowi dać przywilej sprzedaży dodatkowych tuszy. Buntownicy ruszają na Londyn, gdzie chcą zniszczyć Most Londyński i słynne szkoły prawnicze Inns of Court. No i złupić miasto, a także wymordować  wrogów i zdrajców. Teraz samopasowany rycerz Jack Cade ogłasza siebie lordem Mortnimerem i śmierć spotyka tych, którzy inaczej go zatytułują.  

Zdobywszy Londyn, Cade ogłasza najważniejsze: odtąd prawem będzie tylko to, co wyjdzie z jego ust. Każe spalić wszystkie spisane prawa Anglii, wszystkie ustawy, i proklamuje, że od tej chwili to jego usta będą parlamentem kraju. Niestety, kres przynosi zdrada buntowników, którzy ulegają perswazji lepiej wykształconych. Zdradzony, Jack traci głowę, której nikt nie całuje. U Szekspira motłoch nigdy nie jest wierny: rację ma ten, kto ostatni doń przemawia. No i myśli brzuchem. Szekspir głęboko gardził ciemnotą, populistami; mierził go brak poszanowania prawa. Albowiem to wszystko destabilizuje kraj i prowadzi do nieszczęść. 

P.S.  Jak to u Szekspira - wszelkie podobieństwo do innych krajów i czasów można uznać za przypadkowe.

 

107
08/2019

Wejść do Internetu jest łatwo, publikować jest łatwo, szczególnie jak się dysponuje profesjonalną redakcją. Ale zarabiać jest bardzo trudno – mówi Michał Kaczorowski, szef i założyciel portalu trojmiasto.pl.