Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Drogo, ale za to mało

Nieco ponad 3 mln turystów odwiedziło w ub. roku Województwo Pomorskie. 3 mln pojawiło się także w Zachodniopomorskiem. Różnica pomiędzy regionami wyniosła zaledwie 7 tys. osób na korzyść Pomorskiego. Można więc uznać, że jest remis. To jednak tylko połowa statystyki jaką podał Główny Urząd Statystyczny. W liczbie udzielonych noclegów ( tj. jednej osobie na jedną dobę) Pomorze Zachodnie dosłownie rozłożyło na łopatki Pomorskie z wynikiem 15,15 mln do 9,8. To różnica aż ponad 5 mln!

Zdaniem pomorskich włodarzy różnica wynika z profilu turysty. Wg nich w Pomorskiem pojawiają turyści, którzy preferują krótkie, dwu trzy dniowe wypady, za to są bardzo aktywni. Na Pomorze Zachodnie mają za to jechać zwykli, pasywni kuracjusze kupujący po prostu tygodniowy turnus w sanatorium. Pewnie wiele prawdy w tym jest, bo sam Kołobrzeg, który jest ważnym uzdrowiskiem zanotował w ub. roku ponad 5 mln noclegów (czyli połowę tego co całe Pomorskie). Prawdą jest też, że turyści na Pomorzu Zachodnim spędzają więcej czasu niż w Pomorskiem. Na tym jednak można zakończyć interpretację stanu rzeczy dokonaną przez urzędników.

Przede wszystkim wiele wątpliwości budzi teza, czy pomorscy turyści faktycznie są aktywniejsi. W sytuacji gdy to właśnie Zachodniopomorskie bardzo aktywnie rozwija swoje produkty turystyczne - niedawno utworzony Zachodniopomorski Szlak Żeglarski lub będące w zaawansowanej budowie - Zachodniopomorski Szlak Rowerowy, czy też szlaki kajakowe - ta teza budzi wątpliwości. 

Powodów różnicy może być znacznie więcej. Pomorze Zachodnie dysponuje dużo większą baza noclegową. Nie tylko tą standardową, ale też i kategorii premium. Warto odwiedzić Świnoujście i Kołobrzeg - dwa miasta o podobnej wielkości jak Sopot i takim samym statusie uzdrowiska. Ich skok rozwojowy jest widoczny gołym okiem. W zestawieniu GUS-u zajęły odpowiednio 3. i 7. miejsce w Polsce, gdzie Kołobrzeg zanotował wyżej wspomniane 5 mln noclegów, a Świnoujście 2 mln. Sopot, który także szczyci się statusem uzdrowiska, a sławą przebija obydwa razem wzięte - zajął miejsce 25. udzielając 831 tys. noclegów. Z kolei piętnastokrotnie większy od Kołobrzegu - Gdańsk zanotował 2,6 mln osób i piąte miejsce, a Gdyni nie ujęto w zestawieniu.

I tutaj dochodzimy być może do kolejnej przyczyny różnicy. To, że polskie wybrzeże potrafi być droższe od południa Europy wie pewnie każdy. Ale mam wrażenie, że nadmorscy gastronomicy i hotelarze próbują stale bić rekordy. W czerwcu w wielu lokalach ceny cichutko idą do góry, znikają promocje, a tzw. „lokalsi” dotychczas witani z otwartymi rękoma zdają się być przeźroczyści. Przyznam, że za każdym razem gdy latem przecinam sopocki „Monciak” z podziwem patrzę na przyjezdne rodziny z dziećmi, które stoją w kolejce po gofra. Cena 14 zł za sztukę robi wrażenie. O kosztach obiadu dla czteroosobowej rodziny nawet nie wspominam. W lipcu zdarzyło się nam w piątkę usiąść w pizzerii koło Motławy. Zamówienie: cztery zwykłe, nie wyszukane pizze, jedna zupa i cola. Rachunek - 200 zł. To jednak wciąż nic. W ogródku na gdyńskim skwerze Kościuszki - 40 ml wódki i 120 ml soku jabłkowego, czyli zwykły drink wyceniono na 21 zł. W eleganckiej knajpie z serwisem ta cena byłaby jeszcze wytłumaczalna, nawet ze świadomością, że to niewiele mniej niż sklepowa cena całej butelki. Ale wystawianie jej w samoobsługowym barze na środku chodnika przy przaśnym skwerze - stanowi już o dużej desperacji. Albo właściciela, a raczej potencjalnych klientów. 

W jednym z plażowych barów w Sopocie, dodam, że nie hotelowym, ani kategorii lux małe, polskie piwo wystawiono na barze za 14 zł. Porcję frytek również za 14 zł. Z kolei w jednym ze sklepów niedaleko Monciaka butelkę zwykłej wody wyceniono na 8 zł.

Ceny w nadmorskich miejscowościach Pomorza Zachodniego też do niskich nie należą, ale jednak daleko im do Trójmiasta. Ktoś powie - wolny rynek, skoro są chętni to czemu nie. Jasne. Wydaje mi się jednak, że wielu turystów przyjeżdża nie mając świadomości aż tak wysokich cen, a gdy już są - po prostu nie mają innego wyjścia.

To oznacza, że niezależnie jakie fajerwerki i atrakcje postawimy w Pomorskiem, czy samym Trójmieście - z takimi cenami trudno będzie w ogóle marzyć o wyniku Pomorza Zachodniego, które co roku notuje - uwaga - wzrost o milion noclegów.

 

107
08/2019