Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Gender przyjechał (w pończochach)

Do niedawna w apelach wygłaszanych przez czołowych ideologów patriotyzmu powoływano się co rusz na tradycję kultury śródziemnomorskiej, z której i nasza wyrasta i której przyszło nam bronić. Od pewnego czasu podmieniono jednak przymiotnik „śródziemnomorska” na „chrześcijańska”, co nie jest tożsame. Nie jest tożsame głównie z powodu różnego nastawienia do seksualności człowieka, a szczególnie do odmiennych orientacji seksualnych. Wiadomo, że w antyku relacje męsko-męskie były akceptowane społecznie i prawnie, a szczególnie pozytywną rolę wychowawczą przypisywano związkom starszego mężczyzny z młodzieńcem. Zapładnianie duszy było tak samo ważne, jak prokreacja. Zatem odwołania do tradycji chrześcijańskiej mają nas chronić przed zgubnym wpływem upadłej Europy, której ulegli nawet kapłani i dostojnicy Kościoła. Oczywiście, z jej winy.

Drugim straszakiem ideologicznym stał się „gender”, który niczym zaraza zagraża naszej cywilizacji. Przypomina to nieco goryla z przypowieści Sławomira Mrożka pt. Ucieczka na południe, który obwożony jest w cyrkowym wozie z wioski do wioski, miasteczka do miasteczka, reklamowany afiszami: „Godot przyjechał”. Tak więc, na granicach Polski stanął Gender, który wraz imigrantami, ateizmem i dekadencją Europy, zamierza najechać na nasz bogobojny kraj, a nas pozbawić roli bastionu kultury białego człowieka. Stąd nawoływania ze strony kręgów patriotycznych do chrystianizacji Europy, co ma polegać nie tylko na wspólnych pląsach rządu RP podczas urodzin ojca Rydzyka, chociaż są one medialnie nośnym sygnałem dla cywilizowanego świata, że wartości będziemy bronić za wszelką cenę. 

Nasz przykład miłości bliźniego, tolerancji, otwartości na odmienność, oczytania i zrozumienia spraw tego świata, powinien być wzorem dla innych narodów, gnijących w zepsuciu, zaściankowości i bezbożności. Niestety, u naszych granic stoi ów Gender i przeszkadza w krucjacie ratowania białej Europy. Co więcej, pod jego wpływem grozi nam także seksualizacja dzieci i to od kołyski. Dzieci mają być uczone – o zgrozo! – tolerancji wobec odmienności, a wychowywane będą w duchu zrozumienia dla ról społecznych i kulturowych uwarunkowań relacji pomiędzy kobietami i mężczyznami. Nie będą chciały zrozumieć, dlaczego jednorazowe pobicie żony nie jest przestępstwem, co w prawdziwej rodzinie powinno być zasadą i co chciał ustawowo uchwalić nasz sejm.

Ze wstydem muszę przyznać, że ja sam ulegałem seksualizacji, jeśli nie od kołyski, bo tego nie pamiętam, ale z całą pewnością od przedszkola. A było to w czasach, kiedy o gender nikt nie słyszał, a seksualizacja dzieci przebiegała bez ideologicznych tumanów. Otóż, nie tylko w maluchach, ale i średniakach zmuszano mnie do noszenia… pończoszek i pasa, przy którym wisiały żabki, służące do podtrzymania nieszczęsnych pończoch. Ponieważ owe elementy ubioru były identyczne z tymi, jakie nosiły dziewczynki, poniżenie chłopców było przeogromne i nie mogliśmy się doczekać, aby znaleźć się w starszakach, gdzie podobno pończochy już nie obowiązywały. 

Niestety, nie przyszło mi się o tym przekonać, gdyż poszedłem o rok wcześniej do szkoły, co miało też i ten uboczny skutek, że nie uodporniłem się na pewien rodzaj bakterii, która atakuje dzieci w przedszkolu, choć te w ciągu trzech lat stają się na nią odporne. A ja do przedszkola chodziłem tylko dwa lata, więc nadal raz w roku zapadam na ostre zapalenie gardła; a wszystko przez stare bakterie, które noszę w sobie od czasów hańbiącej epoki pończoszek.  No, ale na szczęście od tych ostatnich wyzwoliłem się w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Jaka to była ulga! Niestety, nie wszyscy mieli na tyle szczęścia, by dalszej seksualizacji uniknąć. Był w naszej klasie Grześ, który nadal paradował w pończoszkach, choć wszyscy się z niego śmiali. No i co? Ano przedwojenna – a więc dobra, bo przedgenderowa – tradycja ubierania chłopców musiała wpłynąć na orientację seksualną Grzesia, która stała się oczywista nieco później. Jakaś inna bakteria, czy co?

W każdym razie, kiedy teraz patrzę na stare, sprzed wojny albo dziewiętnastowieczne zdjęcia chłopców w wieku przedszkolnym, którzy nie tylko pończochy mają na nogach, ale i noszą sukienki, to tak sobie myślę, że Gender i seksualizacja dzieci są stare jak świat, a w ustach starszych polityków-patriotów, którzy też pończochy nosili, brzmią jak strachy na Lachy.

 

105
06/2019

Dzisiaj dziennikarstwo wymaga posiadania naklejki na czole, do którego plemienia należysz, a to się kłóci z dziennikarską ideą - mówi Beata Tadla.