Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

FIT jest GIT?

Im jestem starszy, a właściwie nie. Wśród młodych i starszych nastąpiła moda na fit. Fit oznacza zdrowe życie, dbanie o wygląd, o kondycję, o dietę i jeszcze wszystkie te modne deklaracje, że nie jem mięsa, nie jem ryb, nie jem niczego. Jestem Eco. Oby to wszystko nie skończyło się jeszcze nie piciem wody by jej  nie krzywdzić.

Dorastałem w czasach komuny. Wtedy dieta przeciętnego domostwa była klasycznie polska. Jedliśmy sporo mięsa, bo zimą zawsze potrzeba nam więcej energii, ale oznaczało to też w pewnym sensie dobrobyt w domu. Jestem wychowany na sosach, rosole, kurze, schabowym, zrazach, kluskach, knedlach, ziemniakach, kiszonych ogórkach, kapuście, gołąbkach, szaszłykach, kiełbasie, twarogu, jajecznicy, serku topionym, świeżym chlebie, maśle, wędzonej makreli, śledziach i od czasu do czasu smażonej rybie. A pochodzę z regionu, który od ryby odcięty nigdy nie był. Można więc powiedzieć, że dorastałem w domu patriotycznym, bo polska kuchnia w nim dominowała. Nigdy nie miałem nadwagi, wręcz odwrotnie jako dziecko uważany byłem za niedożywionego, co było nieprawdą. Byłem po prostu energicznym dzieckiem, sporo czasu spędzając na podwórku,  jako inicjator wielu spektakularnych akcji, których większość zwykle kończyła się klęską. Świadomość zdrowego trybu życia nadeszła po trzydziestce. Świadomość polegająca na tym, że zacząłem sobie zdawać sprawę z nadużyć w życiu. Zwyczajnie zacząłem odczuwać ich skutki. Jako osoba nie poddająca się żadnym trendom, nigdy przez miesiąc nie jadłem zupy z kapusty, nie stosowałem diety 1200 kalorii, nie odstawiałem mięsa, nie zajadałem się owocami i nigdy nie zrezygnowałem ze słodzenia herbaty. Do dziś uwielbiam i zajadam się makowcem i sernikiem. Lubię gorzką czekoladę i lody czekoladowe. Próbowałem nawet chodzić przez rok na siłownię. Jakie to było nudne i powtarzalne. Nie znoszę biegania, nie przepadam za rowerem, a hantle są za ciężkie. Lubię za to rolki. Sopot ma super tor do jazdy, nad samym morzem, w lesie. Mam szczęście bo blisko domu. Od mniej więcej 20 lat postanowiłem słuchać się organizmu, ale bez tej lekarskiej wiedzy, bez tych wszystkich teorii, że pomidor połączony z czosnkiem ochroni mój organizm przed rozwojem komórek rakowych. Może i avocado jest cudownym i leczniczym owocem, ale nie specjalnie za nim przepadam. Mogę go czasami skosztować z pomidorem, ale na Zanzibarze. Ale żeby od razu ładować go do jajecznicy, bo będę zdrowszy? Mam swój tryb, który działa od 20 lat. Mam nadzieję. To znana na mieście zasada: śniadanie zjedz jak król, obiadem się podziel, a kolację oddaj wrogowi. Nie przepadam za stekami, ale od kiedy powstały profesjonalne miejscówki z tym mięsiwem raz na kilka miesięcy idę i wcinam pół kilo tego cuda. A znacie smak schabowego z kością? Jest wyśmienity i jest kilka miejsc w Trójmieście gdzie znają się na tym daniu. Trzeba się też badać. Robię to co roku. Wyniki mam zawsze takie same, tzn. podwyższony ponad normę cholest... nigdy nie potrafiłem dobrze wymówić tego słowa, i pewnie dlatego mam takie wskaźniki. No, ale wiem dlaczego tak jest i nie chcę przestać pić wina. Jest pyszne. Odkryłem je dopiero po 96 roku, więc trochę późno. Jeśli będę kiedyś musiał z niego zrezygnować to tylko jeśli moje życie będzie zagrożone. Kiedyś paliłem papierosy. Sprawiało mi to przyjemność, ale mi się znudziło i zwyczajnie przeszkadzało. Jakoś tak z dnia na dzień przestałem lubić fajki i nie mam z tym problemu. Jak mi się znów zachce to będę jarać.

Wokół mnie jest coraz więcej ludzi skupionych na niejedzeniu niczego, na odstawianiu wszystkiego co może przyczynić się do tycia. Jestem zaniepokojony tymi osobami. Znam ich kilka i widzę jak się starzeją, jak są sfrustrowani. Kiedy się widzimy jeszcze jakoś się luzują, ale wyobrażam sobie co się dzieje kiedy wracają do domu. Myślę, że są strasznie zainfekowani fit sektą. Trochę jakby robili dokładnie w drugą stronę. Tak jak jedni jedzą tłusto, dużo i raz dziennie to oni praktycznie tego nie robią. I czy nawet jedzenie pigułek-suplementów diety coś zmienia? Są ohydne, nawet jeśli są kolorowe i malutkie. Coś tam codziennie żona mi podaje jako uzupełnienie tego czego mój organizm potrzebuje. Dla świętego spokoju nie protestuję i połykam. Wiem jednak, że to tylko 5 % wspomagania. Pozostałe 95% zostaje w kieszeniach farmaceutów. Jednak nie chcę być otyły, bo fajnie jest być szczupłym. Ale nie jest fajnie być smutnym szczupłym.

 

105
06/2019

Dzisiaj dziennikarstwo wymaga posiadania naklejki na czole, do którego plemienia należysz, a to się kłóci z dziennikarską ideą - mówi Beata Tadla.