W sieci z ... Markiem Wikierą

Długo broniłem się przed obecnością w social mediach, lecz ta zaraza dopadła i mnie. Facebooka założyłem w 2012 roku, przed pierwszym wyjazdem na pustynię. Instagramowi uważnie się przyglądam. Posiadam konto @marek.wikiera, ale na poważnie przyłączę się do zabawy wraz z rozpoczęciem spełniania mojego marzenia, czyli udziału w Marathon Des Sables 2020. Za rok pobiegnę z synem, dlatego będzie to dla mnie wyjątkowe wydarzenie. Regulaminowo, junior powinien dostać zgodę, ponieważ w kwietniu ukończy szesnaście lat. W momencie startu zostanie najmłodszym uczestnikiem w historii biegu. Chciałbym uwiecznić nasze zmagania na Instagramie. Aplikacja stanie się naszym foto pamiętnikiem z tego wydarzenia. 

W moim przypadku długo trwało, aby wyjść ze świata offline’u i wkroczyć do online’u. Obudzenie w sobie potrzeby dołączenia do wirtualnego świata, zajęło mi trochę czasu. Zrozumiałem, że jest częścią naszego życia i nie da się przed nim uciekać. Przekonałem się, że te dwie równoległe rzeczywistości mogą się przenikać i uzupełniać. Jeśli chodzi o aplikacje, bardziej skłonny jestem ku Facebookowi, ale tylko dlatego, że bardziej go znam. Dostrzegam możliwości oraz  zasięgi Instagrama, lecz póki co jestem biernym obserwatorem. 

Na Insta mam na razie jedno zdjęcie. Traktuję je, jako zapowiedz mojej przygody z synem w maratonie piasków. Waham się nad rozwinięciem tego konta, ponieważ prowadzę intensywny tryb życia, mam swoją działalność i zrzuciłbym na siebie obowiązek prowadzenia dwóch fanpage’ów, kont prywatnych i profilu na Linkedin.com. Nie wiem, kiedy mógłbym się tym zajmować. Próbowałem przekonać mojego nastoletniego syna, lecz on nie jest przekonany do Facebooka, uważa, że ten środek przekazu odchodzi do lamusa. Mikołaj jest aktywnym użytkownikiem Tik toka

Projekt pustynny, którego podjąłem wraz z synem, będzie tylko częścią przedsięwzięcia. To co zobaczymy na Instagramie, będzie okupione wieloma wyrzeczeniami oraz intensywnymi treningami. Będziemy traktować przygotowania, jak, wspólne dni ojca i syna spędzone na sali treningowej. Najpierw autorytetem w życiu Mikołaja była mama, teraz jestem ja. Muszę dobrze wykorzystać nadchodzący czas. Jest wiele młodych ludzi, którzy nie wiedzą co zrobić ze swoim życiem. Marek Wikiera jest dla nich dziadkiem, ale mój syn będzie wiarygodny.

Przed Internetem nie możemy się bronić. Ta sfera będzie się rozwijała i tylko w naszej gestii leży, czy wykorzystamy ją dobrze czy źle. Jako rodzic jestem świadomy zagrożeń w sieci, lecz na siłę nie ochronię swojego dziecka. Dzięki Facebookowi, okazuje się, że są znajomi, znajomi znajomych i grono obserwujących się powiększa. Fascynuje mnie odkrywanie ludzi z pasją i zbieranie informacji. Dawniej prenumerowałem pięć tytułów, dziś robię prasówkę przez Facebooka i LinkedIna. Dopiero jeśli jakieś treści mnie zaciekawią wchodzę głębiej. Czytam businessinsider.com, onet.pl, forbes.pl, fora triatlonowe, biegowe, gazeta.pl oraz mamadu.pl.

Mam bardzo mało czasu, na rozrywkę w Internecie. Najwięcej memów, zabanych filmików, stron www, podsyła mi mój syn. Nie zawsze rozumiem ten humor, ale staram się być na czasie. Od czasu do czasu oglądam Tik Toka, aby dowiedzieć się czy mogę go wykorzystać w swojej działalności. Wzbudza to moją ciekawość, ponieważ to jeden z większych portali, który intensywnie się rozwija i jest popularny wśród młodego pokolenia. Kwestią nadrzędną jest zrozumienie czym zajmuje się junior. Nie walczę z dzieckiem o aktywność w Internecie, bardziej staram się zrozumieć potrzebę i sens. 

Na instagramie  folowuję masę ciekawych ludzi: @agatamatejczuk, @paulinazalucka_triathlove, @dziki_trener, @dawidbagińskigobig, @abelardgiza. Bardzo dopinguję braci Karaś, którzy przeszli do triathlonu. Podglądam ich przygotowania w social mediach. Wśród postaci obserwowanych przez mnie na insta znajdują się również moi koledzy, wariaci, biegacze, którzy mnie mobilizują do codziennych treningów. olmomarco, wer.nix, jaro_bieniecki

Od kiedy jestem bardziej aktywny w sieci i dzielę się tym co robię zdarza mi się sporadyczny hejt. Anonimowe wypowiedzi, typu „kto bogatemu zabroni”, „a tam 250 km”. Czułem się trochę zlekceważony, ale każdy ma prawo do swoje opinii. Biorę pod uwagę, że wraz z nasilającą się aktywnością w social mediach, zjawisko może się nasilić. Nie wiem czy jestem na to gotowy, bo jednak ukłucie szpilki, może boleć, a co dopiero kilkaset.

W sieci mierzi mnie, że bez względu na treść artykułu pojawiają się skrajne opinie nacechowane negatywnie. Denerwuje mnie takie nastawienie. Osobiście nie ma  potrzeby komentowania tematów, na których się nie znam. Kiedyś byłem oglądaczem i polubiaczem Internetu, obecnie staram się aktywnie uczestniczyć. Biorę udział tylko w merytorycznej dyskusji. Uważam, że jestem trochę uzależniony od Internetu, ale tak w normie. 

W mojej prywatnej czarnej skrzynce, zwanej smartfonem mam Messengera, Vibera, Whatsapp, Evernote, LinkedIn, HBO GO, trójmiasto.pl. Mam apkę Kanarek, która mówi o poziomie zanieczyszczenia w okolicy. Shazam, do wyszukiwania muzyki, Reminder, czyli mój prywatny przypominacz. Posiadam dwa audiobooki. bo nie mam czasu czytać stacjonarnie. Jest to Empik Go, Audiobook

 

MAREK WIKIERA

Trener mentalny, menadżer, przedsiębiorca z 20- letnim doświadczeniem. Pasjonat ekstremalnych ultramaratonów i triathlonów. W 2014 roku, jako jedna z 47 osób na świecie ukończył w ciągu jednego roku, morderczy cykl 4 Dese, rozgrywany na czterech największych pustyniach świata- Sahara, Gobi, Atakama i Antarktyda. Współautor książki „Wielki Pustynny Szlem”.

104
05/2019

W dzieciństwie los go nie oszczędzał. Mógł skończyć tragicznie, ale rękę na pulsie trzymała babcia.