Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Przetrącone kręgosłupy

Pisałem niedawno o elitach i oto, niczym echo, wypowiedział się na ten temat Bardzo Ważny Polityk. W kontekście wprowadzenia nowej ustawy o szkolnictwie wyższym powiedział, ni mniej ni więcej, że trzeba nowe elity wykształcić i temu ma służyć reforma uczelni. Skąd potrzeba nowych elit? Ano stąd, objaśniał dalej, że te dawniejsze, sprzed wojny, zostały po prostu wymordowane, a te powojenne miały przetrącony kręgosłup. Dziwić wprawdzie może, że wypowiadający te słowa został przez te karłowate elity wykształcony, a co więcej – jak wolno mniemać - spełnia kryteria stawiane przed nowymi. 

Jakie to kryteria? Ano we wspomnianej wypowiedzi padły dwa: nie, nie wiedza czy międzynarodowe uznanie, lecz propaństwowość i patriotyzm. Wynika z tego, że obecne elity uczelniane owych kryteriów nie spełniają, chociaż paradoksalnie udaje im się jakoś wykształcić jednostki propaństwowe i patriotyczne. Słowa te, oczywiście, są rozmaicie dzisiaj rozumiane i dlatego trzeba owe wątpliwości semantyczne usunąć i wprowadzić znaczenie jednolite, wspólne dla wszystkich. 

Idea wykształcenia nowych elit wydaje się bardzo interesująca, zwłaszcza, że nie bardzo wiadomo kto i jak będzie je kształcił, kto ułoży programy nauczania, napisze obowiązujące podręczniki, no i kto i jak będzie to wszystko kontrolował. Wynika z tego, że będzie to robić wybrana już grupa ludzi, którym nie przetrącono propaństwowego i patriotycznego kręgosłupa i dlatego wiedzą jak ową reformę i ujednolicony światopogląd wprowadzić. Od wyższych uczelni należy zacząć (i słusznie), gdyż kształci się tam nie tylko przyszłych uczonych, czy specjalistów do przemysłu, nie tylko sędziów i administratorów, ale i nauczycieli. I w gruncie rzeczy o tych ostatnich tu chodzi, gdyż to oni decydować będą jakie stworzymy społeczeństwo, oczywiście na miarę oczekiwań reformatorów. 

Elektryfikacja i kadry, jak mówił Lenin, wyznaczając cele rewolucji. To pierwsze już mamy, kolej na kadry. Ażeby wykształcić nauczycieli na nową miarę, trzeba wymienić tych, którzy ich kształcą, a przede wszystkim wyzbyć się szkodników z przetrąconym kręgosłupem. Problem w tym, że wykształcenie profesora trwa z reguły kilkadziesiąt lat, a tu trzeba działać natychmiast, bo dotychczasowe elity nie dają za wygraną i co rusz ujawniają swoje antypaństwowe i niepatriotyczne nastawienia. Wciąż kształcą młodzież, przyszłych
nauczycieli. 

Rozwiązania są przynajmniej dwa, oba sprawdzone w epoce minionej. Pierwsze, to wyrzucenie starej kadry i zastąpienie jej przez młodych, ambitnych i niedocenianych, którym należy umożliwić szybki awans (na wzór marcowych docentów), albo nastraszenie i/lub przekupienie przetrąconych kręgosłupów, by bez szemrania realizowali nowy program nauczania, nie podważali słusznej linii partii i nie zadawali się z wrogimi mediami („Naród z partią” – takie było kiedyś hasło). W ten sposób można znacznie skrócić proces kształcenia nauczycieli. To wszystko można, przynajmniej teoretycznie zrealizować, choć – jak uczy historia - efekty mogą okazać
się mizerne. 

Jeszcze gorzej jawią się perspektywy podobnej reformy nauki i sztuki. Bo i nie wystarczy, że kandydat na uczonego będzie miał nastawienie propaństwowe i wypowiadał się publicznie w patriotycznych uniesieniach, by zyskał uznanie poza miejscem zamieszkania czy środowiskowymi opłotkami. Nie wystarczy, by poeta pisał wzniosłe strofy ku czci przywódców podziemia lub panujących, by wszedł do literackiej elity, a reżyser, który wystawi sztukę w obronie nienarodzonych, stał się przebojem na West Endzie. Niestety, tu dyrektywy i ustawy są bezradne. Po to, żeby być wielkim, uczony czy artysta nie musi być propaństwowy, nie musi być – czy nam się to podoba, czy nie – patriotą. I odwrotnie, postawy przewidziane w ustawie nie gwarantują wielkości, a raczej będą promowały miernotę, służalczość, zakłamanie i konformizm. Promowany dziś, „propolski” punkt widzenia historyków czy sędziów jest z reguły zabójczy dla ich kariery naukowej czy wiarogodności i uczciwości zawodowej. Pomijając wszystkie inne aspekty reformy szkolnictwa (gdzie nie brak i rozsądnych propozycji), głosząc hasła jedności światopoglądowej, pamiętajmy o mądrości starożytnych: „gdzie się myśli tak samo, tam się mało myśli”.