Jakub Jakubowski

Od naczelnego

„Kiedy powiem sobie dość

A ja wiem, że to już niedługo

Kiedy odejść zechcę stąd

Wtedy wiem, że oczy mi nie mrugną, nie”

Te słowa śpiewane przez Agnieszkę Chylińską w pewnym stopniu oddają to, co działo się ze mną przez ostatnie dwa lata, a może i trochę dłużej. Po tak długim okresie walki z samym sobą, podjąłem decyzję o rezygnacji z funkcji redaktora naczelnego Magazynu Prestiż. Schodzę z prestiżowego pokładu ze świadomością, że w trudnych czasach, wraz z całą rzeszą fantastycznych ludzi, udało się stworzyć markę medialną, której fundamentem jest jakość. Gdy w połowie 2009 roku, Tomek Chaciński i Michał Stankiewicz, twórcy Prestiżu w Szczecinie, zaproponowali mi stworzenie i prowadzenie czasopisma w Trójmieście, wiedziałem, że zadanie będzie trudne, ale niezwykle ambitne. Gdy rozpocząłem intensywne prace nad wprowadzeniem Prestiżu na trójmiejski rynek, niewielu dawało nam szansę na powodzenie, a wielu patrzyło na mnie jak na kosmitę. Tymczasem okazało się, że to ma sens. Rozwijaliśmy się z roku na rok – coraz ciekawsze tematy, dziennikarstwo zaangażowane, na pewno nie płytkie i powierzchowne, nowe cykle, świetni felietoniści, pierwsze dodatki tematyczne, osobne wydania specjalne, eventy. Potwierdzeniem tego, że zmierzamy w dobrym kierunku było pierwsze miejsce w rankingu magazynu Press na najlepsze regionalne czasopismo w Polsce. To było w maju 2017 roku.

Ranking Press dodał nam skrzydeł. Ja sam uwierzyłem, że jeszcze sporo jest do zrobienia. I faktycznie, od tego czasu zrobiliśmy sporo, Prestiż jest jeszcze ciekawszy, nadal się rozwija, choć pewnie już nie tak dynamicznie, raczej w sposób ewolucyjny. Tak samo jak zmieniał się magazyn, którym kierowałem, zmieniałem się też i ja. Dzisiaj jestem zupełnie innym człowiekiem niż 10 lat temu. W pewnych kwestiach dużo lepszym, w innych aspektach może i gorszym. Najbardziej istotne jest jednak to, że jestem człowiekiem zmęczonym, a zmęczenie zaburza radość z tego co się robi, bo górę bierze myśl o tym, że to wszystko odbywa się zbyt dużym kosztem – non stop na wysokich obrotach, pośpiech, stres, zatarcie granicy pomiędzy pracą a czasem wolnym to tylko niektóre ze skutków ubocznych.

Do tej decyzji dojrzewałem długo, a jeszcze dłużej się przed nią broniłem. Porzucić projekt, który stworzyłem, któremu poświęciłem tyle lat życia? W życiu! Przecież jest jeszcze tyle do zrobienia. Tymczasem - jak mówi gruzińskie przysłowie –„Wszystko czeka na swój czas, czas zaś na nic nie czeka”. Mój czas się skończył, muszę odpocząć, nabrać dystansu. Odchodzę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, ze świadomością, że moje dziecko jest już na tyle dorosłe i dojrzałe, że może iść własną drogą. 

W tym miejscu pragnę z całego serca podziękować Wam drodzy Czytelnicy za to, że byliście z nami. Wierzę, że cały czas będziecie. Dziękuję za wszystkie dowody sympatii, inspiracje, uwagi i komentarze. To, że przez 10 lat nie doświadczyliśmy zjawiska hejtu, świadczy o tym, że udało się to, na czym mi najbardziej zależało – dotrzeć do czytelnika świadomego i inteligentnego. To dla mnie wielka wartość i wielka przyjemność, podobnie jak możliwość spotkania tak wielu mądrych i inspirujących ludzi, z którymi miałem okazję rozmawiać, robić wywiady, czy budować relacje. 

Głębokie ukłony i podziękowania kieruję również w stronę naszych klientów. Bez Was nie byłoby niczego, wszak Prestiż jest magazynem bezpłatnym. Dziękuję za zaufanie, za Waszą wiarę, że w czasach, gdy wszystko ucieka do internetu, Wy wierzycie w moc prasy. Nie traćcie proszę tej wiary i pozostańcie z Prestiżem. 

Nie mogę też nie wspomnieć o zespole pracowników i współpracowników. Gdy zaczynaliśmy w 2009 roku było nas troje. Dzisiaj na każdy numer Prestiżu pracuje 25 osób, a przez te 10 lat przez naszą redakcję przewinęło się mnóstwo osób. Wymienić każdego z imienia i nazwiska nie sposób, dlatego swoje wyrazy wdzięczności kieruję do wszystkich, którzy dołożyli swoją cegiełkę do rozwoju magazynu Prestiż, w każdej formie i na każdym etapie. To, gdzie jesteśmy dzisiaj, to zasługa każdego z Was. Możecie być dumni, jak i ja jestem dumny. 

Teraz będę musiał nauczyć się żyć ze świadomością, że nie przygotuję już kolejnego numeru Prestiżu. Z jednej strony będzie to trudne, z drugiej wiem, że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. Przede mną nowe, a to co za mną, pozostanie w mojej pamięci. Jeszcze raz wielkie DZIĘKI za te 10 lat i do zobaczenia na szlaku!

 

104
05/2019

W dzieciństwie los go nie oszczędzał. Mógł skończyć tragicznie, ale rękę na pulsie trzymała babcia.