Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Gdańsk / Gdynia / Sopot – co dalej?

W karierze każdego aktora, muzyka, czy w historii firmy są momenty wzlotów i upadków. A nawet jeśli nie ma upadków, to są okresy zastoju. I w każdym przypadku próby wyjścia z tego niebytu nie są łatwe. Zadawane pytania co się stało, jaka jest przyczyna, kto zawinił, gdzie popełniliśmy błąd, często przez długie lata pozostają bez odpowiedzi. Pomimo wielkiego sukcesu jaki osiągnęliśmy, nie potrafimy znaleźć odpowiedzi, dlaczego wszystko stanęło, dlaczego inni nam odjeżdżają. Bardzo dobrym przykładem jest nasze Trójmiasto. To też przecież rodzaj firmy. Budowanie marki, tożsamości trwa latami. Miasta nie stają się nagłymi przebojami, ale jak już nimi są, to mogą sobie pozwolić na długoletnie odcinanie kuponów od sławy. Sopot ma już kilka przebojów rozpoznawalnych w całej Polsce i nawet na świecie. Gdynia również, choć hit Opener’a odżywa i jest słuchany tylko przez kilka dni w roku. 

A Gdańsk? No właśnie Gdańsk zawsze miał swoje przeboje w każdej epoce. Był zawsze sławny, dostojny, historyczny, ważny. Zawsze kiedy myśleliśmy o najważniejszych miastach Polski, to wymieniało się Gdańsk, Warszawę, Kraków. Ale Gdańsk w pewnym momencie stał się ramolski, zbyt stary by być modnym wśród młodych ludzi. Mówiło się, że Gdańsk po godz. 22 nie żyje. Były próby rozmów, były chęci ze strony władz, ale coś nie szło. I nagle bum, Euro! Mamy nowego hita. Można powiedzieć, że był to ogromny kop dla miasta. I przecież nie chodzi o to, że nagle Gdańsk stał się miastem kojarzonym z piłką nożną. Przyszedł potężny szkwał inwestycyjny. Na tej fali zaczęli płynąć wszyscy. Dziś Gdańsk to mocno rozpędzone Pendolino i ciężko je będzie zatrzymać, nawet na niezmodernizowanych dotąd
odcinkach torów. 

Kto pamięta Gdynię parę lat temu, kiedy miała gastronomiczny rozkwit? Panowała opinia, że w Gdyni się je, w Sopocie imprezuje, a w Gdańsku śpi. Pewnie dalej tak jest, z tym wyjątkiem, że Gdańsk stał się dziś miastem tętniącym, pełnym fajnych ludzi. I jest ich coraz więcej. Przybywa inwestycji, mieszkańców, jest coraz więcej pracy. Zaczynamy słyszeć w SKM-ce, na ulicach różne języki. Kiedyś w branży piwnej Gdańsk nie istniał. Rządził Sopot. Dziś w Gdańsku bite są wszystkie rekordy sprzedaży. A Sopot? Czy zwolnił, czy pustoszeje? Nie sądzę. Sopot pięknieje, rozwija się i walczy. Ekonomicznie nic się nie zmienia, ale walczy. No właśnie, tylko kto jest dziś wrogiem Sopotu? Sopot też załapał się na Euro. Z punktu widzenia rozrywki, winni są ludzie. Ludzie, którzy przez ostatnie lata zjeżdżają do Sopotu. Ale mieliśmy też zły okres do animatorów życia rozrywkowego. 

Dziś w Sopocie każde ambitne, pojedyncze działanie na polu rozrywki jest marginalne. Nie przyciąga już tak ludzi jak kiedyś. Jedni się wycofali z życia towarzyskiego, spora część już nie przyjeżdża, a młody narybek wybiera Gdańsk. Ale Sopot wciąż ma ważne papiery i pytanie co dalej? Czy chcemy być hipsterskim miastem? Chyba nie ma szans, bo infrastruktura i mental Sopotu nie jest hipsterski. Czy chcemy być miastem artystów? Dziś też już chyba nie ma na to szans. Miasto jest zbyt drogie i nie ma miejsca na pracownie, na galeryjki, na małe, kameralne knajpki na uboczu. A tego rodzaju aktywności nie są dochodowe i nie przyciągają zamożnych. W mieście wykupywane są mieszkania i przerabiane na apartamenty do wynajęcia. Tworzy się infrastruktura hotelowa, która czeka na...?

To jakim miastem w końcu chcemy być? Odpowiedź wydaje się być prosta – Sopot to nie jest miasto dla wszystkich. To było zawsze miasto dla wybrańców, niewielkie, kameralne, pełne turystów latem, ale dziś Sopot musi zdecydować się, w którą stronę chce pójść i jak to zrobić. Jest nas jeszcze trochę aktywnych i chętnych, ale wiem też, że spora grupa tych najbardziej potrzebnych, młodych i zdolnych wybiera Gdańsk. Trudno ich dziś namówić do działań w Sopocie. Tymczasem zamknęły się kolejne restauracje i co prawda otwierają się kolejne miejsca, to jednak zasadne jest pytanie ile wytrzymają. To miasto wciąż kusi, ale nadanie mu nowego kierunku wymaga chyba kolejnego impulsu, a może osoby, wizjonera, który ten impuls nada? I nie mam tu na myśli władzy. 

A może powinno to być zupełnie nowe i niebywałe wydarzenie, które przyciągnie ludzi z całej Polski oraz Europy i zacznie się nowa era w tym pięknym mieście? Bo wydarzenia mogą nadawać ton przez cały rok. Kilka dni temu zobaczyłem wpis na facebook-u z filmem prezentującym niebywałą budowlę na plaży gdzieś w Japonii. Mieściła się w niej niesamowita biblioteka z niesamowitym widokiem na morze. Połączenie designu, sztuki i natury. Przez pierwszą chwilę pomyślałem, że to wizualizacja nowej inwestycji kulturalnej w Sopocie w dobrze znanym mi miejscu. To byłby jakiś impuls...