Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Zaledwie miesiąc temu świętowaliśmy 100 numer Prestiżu, trochę powspominaliśmy, wybraliśmy wraz z czytelnikami i naszym zespołem najlepszą okładkę (Sylwia Różycka 09/2013), zaprezentowaliśmy ścisły skład redakcji w zwariowanej sesji zdjęciowej i... wróciliśmy do redakcyjnego kieratu. Bo życie nie znosi próżni i już powoli szykujemy się do kolejnego jubileuszu. Rok 2019 to rok naszego 10-lecia. Prestiż wchodzi w ten okres już pod nowym szyldem, jest nowe wydawnictwo MS Group, które zastąpiło firmę Prestiż Trójmiasto Sp. z o.o. Co prawda nowa firma funkcjonuje już beze mnie w strukturach właścicielskich, ale jako redaktor naczelny Prestiżu kontynuuję to, co rozpoczęło się niemal 10 lat temu. 

Dokładnie w czerwcu 2009 roku spotkałem się w Gdańsku z Michałem Stankiewiczem i Tomaszem Chacińskim, którzy założyli Magazyn Prestiż w Szczecinie, potem w Koszalinie. Postanowili wejść na rynek trójmiejski i zaproponowali mi stworzenie i poprowadzenie Prestiżu trójmiejskiego. Kilka miesięcy wytężonych przygotowań i w grudniu 2009 roku pierwszy numer Prestiżu w Trójmieście, z Mirosławem Baką i Joanną Kreft-Baka na okładce, trafił do 120 punktów dystrybucji. 

Przez te wszystkie lata wiele się wydarzyło. Rozwinęliśmy się z małego czasopisma do poziomu najlepszego pisma regionalnego w Polsce (ranking Press), zyskaliśmy świetnych felietonistów i fantastyczny, stale rosnący zespół ludzi, którzy w różnych dziedzinach rozwijają nie tylko Magazyn Prestiż, ale też wpływają na pozostałe obszary firmy stymulując ją do dalszego rozwoju. Przez te wszystkie lata towarzyszy nam silne przeświadczenie, że konsekwencją i przede wszystkim jakością, przekonamy do siebie nie tylko czytelników, ale przede wszystkim reklamodawców. 

To się udało. Od zawsze trzymamy poziom redakcyjny, mamy świetne teksty i zdjęcia, ściśle określoną grupę docelową i potężną, mocno sprofilowaną siatkę dystrybucji (560 punktów). To sprawia, że jesteśmy dla reklamodawców atrakcyjni. Od początku byliśmy przekonani, że nie ma innej drogi – musisz być atrakcyjny dla czytelnika, by stać się atrakcyjnym dla reklamodawcy. W drugą stronę to nie działa. Dlatego właśnie, wytyczając linię redakcyjną, postawiłem na jakość, promocję wartościowych ludzi i zjawisk społecznych, ludzi sukcesu, którym ten sukces nie przewrócił w głowie, ludzi mądrych a nie przemądrzałych. 

Prestiż to czasopismo celebrujące życie, piszące zazwyczaj o jasnej stronie życia, ale nie uciekamy od problemów, wszak problemy ma każdy. Nie udajemy wszystkowiedzących, nie mamy rubryki „Napisz do Kasi”, ale chętnie oddajemy nasze łamy ekspertom, którzy w sposób prosty, ciekawy, bez branżowej nowomowy, bez motywacyjnej ściemy, często tłumaczą dlaczego dzieje się tak jak się dzieje i co zrobić, by działo się lepiej. Lekarze, naukowcy, socjolodzy, pisarze, artyści – wywiady z takimi ludźmi czytacie najchętniej. Dla nas to właśnie są „prestiżowi celebryci”, takich ludzi promujemy, takich Wam przedstawiamy. 

Nie interesuje nas news w stylu „Doda powiększyła piersi”, ale chętnie, poprzez bohaterów naszych tekstów przybliżamy problematykę raka piersi. Nie informujemy kto z kim się przespał, o seksie wolimy mówić ustami mądrego seksuologa. Nie ścigamy się z tabloidami na informacje o tym, kto kogo zdradził, czy kto z kim się rozwiódł, o zdrowych relacjach międzyludzkich na naszych łamach mówią socjolodzy lub zwykli-niezwykli ludzie, którzy po prostu dają świadectwo tego jak to powinno wyglądać.
Nie karmimy czytelników wiadomościami o kreacjach celebrytek, o tym że zaliczyły wpadkę pokazując majtki, czy że wymsknął im się sutek z sukienki. Ani to gwiazdy, ani autorytety. 

A propos gwiazd i autorytetów. Z okazji 10-lecia Prestiżu w każdym numerze będziemy przypominać nasze najlepsze wywiady z archiwalnych numerów. W tym numerze świętej pamięci Anna Przybylska, która uświetniła naszą okładkę we wrześniu 2010 roku. Ponad 8 lat minęło od naszej rozmowy i gdy czytałem ją teraz ponownie, stwierdziłem, że jest ona jeszcze bardziej aktualna niż wtedy. Ania ujmowała ludzi normalnością, nie stwarzała dystansu, promowała takie wartości jak miłość, rodzina. Mimo, że była wielką gwiazdą, nie zadzierała nosa, a celebryckie życie w blasku fleszy i w oparciu o ścianki sponsorskie to nie było jej życie. Kochały ją miliony Polaków. 

Śmierć Ani Przybylskiej była szokiem, mimo że przecież przez długi czas walczyła z chorobą, co nie było tajemnicą. Podobnym szokiem była tragiczna śmierć Pawła Adamowicza. W obu przypadkach byliśmy jednak świadkami czegoś niezwykłego, niesamowitej jedności ludzi w całej Polsce. W jednym i drugim przypadku udowodniliśmy, jako społeczeństwo, że słowa poety Edwarda Stachury – „Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej” – nie muszą być diagnozą naszych czasów, bo to zależy tylko i wyłącznie od nas samych.