Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Sztuka w domowym areszcie

Bardzo mnie ucieszyła wiadomość prasowa, iż w minionym listopadzie na wernisaż w jakiejś galerii w Olsztynie wtargnęła policja, zaalarmowana przez posła partii patriotycznej, i zaaresztowała… nie, nikogo z obecnych gości, nie artystę czy właściciela, lecz – dwa obrazy, które – jak ze złożonego donosu wynikało - niosły bluźniercze treści, szkalujące godło narodowe, wiarę i dobre obyczaje. W wyniku negocjacji policja poszła na pewne ustępstwa i dzieł nie zawiozła do aresztu, lecz pozostawiła w areszcie domowym w jakiejś pakamerze. Wiadomość ta mnie ucieszyła, gdyż po pierwsze reprezentanci narodu żywo reagują na sztukę, wykazując patriotyczną czujność i wrażliwość, a policja wykazała pewną dozę rozsądku, obawiając się zresztą konsekwencji, gdyby zaaresztowane dzieła uległy uszkodzeniu, nie mówiąc już o tym, że  mogły do reszty zdemoralizować pozostałych aresztantów.

Wydaje mi się, że należałoby rozszerzyć podobne działania i nakładać domowe areszty na przedstawienia teatralne, filmy czy też książki, a nawet architekturę, bez nazywania tego cenzurą. Przykładów potrzeby interwencji mamy dzisiaj aż nadto, tak jakby sztuka zawzięła się na cnotliwych i bogobojnych obywateli. Swego czasu Teatr Wierszalin z Supraśla wystawił sztukę o świętej Wilgefortis (znaną też jako Kumernis), które to dzieło tak wzburzyło bogobojnych posłów ziemi białostockiej (z ówczesnego LPR), że złożyli doniesienie do prokuratury z żądaniem, by sztukę natychmiast zakazać, a winnych przykładnie ukarać. 

Co takiego mogło być bluźnierczego w dziele o świętej, uznanej przez Kościół, której wizerunki napotkać można w konsekrowanych przestrzeniach? Ano przyczyną była broda, gdyż  posłowie z przerażeniem wykryli (naocznie bądź z relacji), że teatr kpi ze świętej, gdyż przyprawił jej brodę! Tym samym rozmyto granice płci, co zakrawało na perfidną próbę przemycenia ideologii gender do kraju umiłowanego, jak wiemy, przez Najświętszą Panienkę. Do kraju, gdzie cztery miliony ludzi co roku rusza na pielgrzymki. Mamy z czego być dumni, a tu taka sprawa z tą brodą. Bluźnierstwo i kpina. Karygodne.

Niestety, nasi posłowie nie wiedzieli, że historia życia i męczeństwa świętej jest właśnie z brodą, ale nie w sensie metaforycznym, lecz dosłownym. Otóż, w okresie późnego antyku (II – III wiek naszej ery?), rodzice Wilgefortis postanowili – wbrew jej woli - wydać ją za mąż za poganina. Ale ona, niczym nasza Wanda, nie chciała obcego, więc modliła się żarliwie do Boga, by ją uratował przed pogańskim ożenkiem. Litościwy Pan ją wysłuchał i zesłał jej brodę, która przez noc wyrosła. Narzeczony, nawet jeśli był nieokrzesanym poganinem, to wykazał brak zrozumienia dla cudownej metamorfozy i zrezygnował z zaślubin. Rozwścieczony ojciec niedoszłej panny młodej kazał ją ukrzyżować. Podobno na krzyżu wygłaszała apele do zgromadzonych ludzi, które sprawiły, że wielu nawróciło się na chrześcijaństwo. Tyle średniowieczna legenda. A krucyfiks z błogosławioną, brodatą dziewicą można zobaczyć w niektórych kościołach Europy; figuruje też na rycinach i iluminacjach w manuskryptach.

Cóż, święte oburzenie na bulwersujące czy wręcz bluźniercze dzieła sztuki to nic nowego. Najczęściej wynika z braku wiedzy, albo z fanatyzmu, nacjonalizmu lub politycznej poprawności (dzisiaj burzy się pomniki bohaterów Południa z Wojny Secesyjnej w USA). Caravaggio o mało nie powędrował na szafot za to, że święci na jego obrazach mieli brudne nogi, a twarz Madonny była twarzą znanej prostytutki. Poeta i dramatopisarz Aretino musiał uciekać z Rzymu, gdy opublikował tomik sonetów z ilustracjami, które ukazywały rozmaite i dość wyuzdane pozycje stosunków cielesnych. Oburzenie wywołało nie to, że ryciny ukazywały splecione ciała i obnażone części intymne, lecz fakt, iż kochali się nie mitologiczni bogowie (bo na to zgoda była!), lecz zwyczajni ludzie. Ikonoklazmy obejmowały w przeszłości i obejmują dzisiaj dzieła religijne i obyczajowe, polityczne i propagandowe. U nas  nawołuje się do zburzenia pałacu Kultury, choć jest to znakomity pomnik swoich czasów. Jak już jednak trzeba, to najlepiej nałożyć na niego areszt domowy. I niech sobie stoi.

 

100
01/2019

Choć teoretycznie potrafi zbudować napęd okrętowy, to nie przepracował ani dnia w swoim zawodzie, gdyż postanowił, że jednak zostanie aktorem.