Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Fajerwerki w służbie zła

Mimo tłumów było zaskakująco spokojnie i bezpiecznie. No i były fajerwerki, w przeciwieństwie do Gdańska i Gdyni. Nie jakieś wyjątkowe i obfite, ale kolorowe i pasujące do okazji. Radosne. Tak wyglądał Sylwester na Monciaku i Placu Przyjaciół Sopotu.

Nigdy nie byłem fanem fajerwerków, nie kupowałem ich, nie odpalałem. No może raz. Nie chodziłem też specjalnie na pokazy, choć oczywiście wiele razy je widziałem, zawsze przy jakiejś okazji. 

Tej ostatniej nocy 2018 roku fajerwerki nabrały nowego znaczenia. Po wielomiesięcznej kampanii antyfajerwerkowej związanej ze zwierzętami, głównie psami zaczęły znikać z programów imprez. Stały się nie tylko passe, ale i oznaką zacofania, ignorancji i braku empatii dla zwierząt. Ostoją gnuśności, drobnomieszczaństwa i okrucieństwa. Aktem antypolskim, antyunijnym, wręcz antyludzkim. Zaprzeczeniem człowieczeństwa, symbolem czystego, pierwotnego zła, demonem, szatanem i lucyferem. Koreą Północną, Darthem Vaderem i siostrami Godlewskimi w jednym. To w skrócie. W tym kontekście sopocki pokaz był więc historyczny, bo być może ostatni przed zejściem fajerwerków do piekielnego podziemia.

Przez całe swoje życie miałem psy, wychowywałem je, opiekowałem się nimi, karmiłem i szkoliłem. Nigdy nie miałem problemu z fajerwerkami. Powód był prosty - akurat moje psy nie miały problemu z hukiem i hałasem. To pierwsza ważna informacja: nie każdy pies boi się huku. Ta grupa jest pewnie spora. Zostają nam jednak te, które się boją. Do tej pory radzono sobie z nimi różnie – metod jest wiele – od behawiorystycznych po leki uspokajające. Najważniejszą jednak metodą jest jak największe odizolowanie psa od źródła hałasu. To najskuteczniejsze metody. Oczywiście, niewygodne dla właścicieli psów, wymagające pewnego wysiłku, ale w zdecydowanej większości skuteczne.

Co jednak gdy zostanie grupa psów mimo to bojących się, bezpośrednio mieszkających tuż przy fajerwerkach, niemożliwych do izolowania, jakiegokolwiek odcięcia ich i uspokojenia? Mieszkanie w mieście wiąże się z dość obszernym katalogiem kompromisów. Wszyscy się na nie godzimy i na co dzień je akceptujemy. Nie dla przyjemności, ale z konieczności. Jest ich mnóstwo. To chociażby kompromis hałasujących tramwajów, to kompromis śmieciarek podjeżdżających pod otwarte okno w sobotni, letni poranek, gdy dopiero co kładziemy się do snu, czy też grup kiboli podążających na mecz Arki Gdynia lub Lechii Gdańsk. To kompromis gołych plażowiczów latem wokół plaży oraz koncertów Top Trendy
w Operze Leśnej w Sopocie.

W fajerwerkach też można znaleźć ów magiczny kompromis. I bynajmniej nie w tych prywatnych, niekontrolowanych, wykonywanych najczęściej pod wpływem alkoholu. Tych akurat zawsze się obawiam. Ale w tych sylwestrowych, miejskich, raz w roku, przez 5 minut, w odpowiednim miejscu, z dala od mieszkań (np. na plaży albo na wodzie) przy odpowiednim zabezpieczeniu. Jak go znaleźć? Wystarczy wyjść z fejsbuka i trochę posłuchać, trochę pogadać…

 

P.S.

Tydzień po Nowym Roku psy całkowicie straciły inicjatywę na rzecz dzików. Facebook szaleje. Petycję podpisałem, ale profilowego nie zmieniłem.

 

100
01/2019

Choć teoretycznie potrafi zbudować napęd okrętowy, to nie przepracował ani dnia w swoim zawodzie, gdyż postanowił, że jednak zostanie aktorem.