W kolebce golfa

Marcin Bartkowski na Old Course w St. Andrews

prestiz

Marcin Bartkowski to jeden z najlepszych w Polsce trenerów golfa. Jego zagraniczne podróże związane są z jego pasją. Jeździ tam, gdzie są dobre, piękne pola golfowe. Zazwyczaj tylko po to, by całe dnie spędzać na polu oddając się swojej pasji bez reszty. Liczy się tylko piłeczka, 18 dołków i wieczorny relaks najczęściej w towarzystwie grupy przyjaciół.

Golf potrafi zawładnąć całym życiem. Do tego stopnia, że na przepięknej Dominikanie nie są ważne turystyczne atrakcje, tylko gra na licznych, pięknych, malowniczo położonych polach golfowych.

 

Magiczna Dominikana

 

Na Dominikanę Marcin pojechał z grupą przyjaciół, dla których jest jednocześnie trenerem. Zaplanowali grę na siedmiu polach golfowych, w tym na dwóch topowych, będących w ścisłej czołówce najpiękniejszych pól golfowych świata. Jedno z nich to Punta Espada w resorcie Cap Cana – nowo otwarte pole Jacka Nicklausa, legendarnego golfisty, uważanego za najlepszego gracza w historii. Drugie to Teeth of The Dog, które ma opinię najpiękniejszego pola na Karaibach.

– Grałem na wielu polach golfowych na świecie, ale to co zobaczyłem na Dominikanie jest po prostu niepojęte. Widoki powalają na kolana, są tak niesamowite, że nawet mi, ogromnemu pasjonatowi golfa, czasami trudno było skoncentrować się na grze. Na Cap Canie mieszają się cztery kolory, błękit nieba, turkus oceanu, zieleń trawy na polu i biel wapiennych piasków. To pole jest bowiem zbudowane wokół wapiennych skał, a kruszywo z tych skał jest integralnym elementem pola. Notabene oba pola, zarówno Punta Espada, jak i Teeth of the Dog położone są nad samym oceanem. Ocean często wchodzi w pole, czasami trzeba grać ponad 100 metrów nad Oceanem, urwiskami. Trudno to nawet opisać, to trzeba zobaczyć –  opowiada z zachwytem Marcin.

 

Liczy się tylko golf

 

Walory krajobrazowe rekompensują niedogodności w postaci tłoku na polu. Dominikana to jeden z najpopularniejszych kierunków wśród golfistów, dlatego też grając na tamtejszych polach trzeba się uzbroić w cierpliwość i przygotować na szybką grę.

–  Jeśli grasz za wolno to podjeżdża melexem marshall i prosi o to, by się pośpieszyć. My Polacy nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, bo u nas raczej nigdy nie ma aż tak dużego tłoku – dodaje Bartkowski.

Marcin na polach golfowych spędzał czas od rana do wieczora. Po powrocie do hotelu relaks w spa lub kąpiel w oceanie. To, co go zaskoczyło najbardziej, to horyzont usłany niezliczoną ilością wraków i opuszczonych statków osiadłych na mieliźnie. Fragmenty zatopionych statków groźnie wyłaniają się spośród oceanicznych fal dając wyraźny znak, że z naturą nie ma co igrać. Stanowią jednak doskonałą atrakcję turystyczną, głównie dla amatorów nurkowania.

– Po całym dniu spędzonym na polu golfowym człowiek marzy tylko o odpoczynku, dlatego też nie zwiedzaliśmy atrakcji turystycznych Dominikany, ani też nie opuszczaliśmy terenów hotelowych. Głównie też dlatego, że nie jest to zbyt bezpieczne. W czasie 120 kilometrowej podróży z Cap Cany na Teeth of the Dog naoglądałem się tego, co się dzieje na ulicach Dominikany, poza turystycznymi resortami i moim zdaniem jest to trochę dziki kraj.

 

Tam, gdzie zaczęła się historia

 

Dominikana zachwyciła Marcina klimatem i krajobrazami, ale nawet to nie jest w stanie przebić uczucia, jakie towarzyszyło wizycie w kolebce golfa. Ta kolebka to Szkocja i jedno z najstarszych pól golfowych świata, czyli Old Course St. Andrews. To miejsce, które każdy golfista powinien odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Ba, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. W golfa na świecie gra wiele milionów ludzi, a zagrać na Old Course wcale nie jest tak łatwo. To jest pole, na które nie można sobie spontanicznie przyjechać i zagrać. Rezerwację Marcin robił dziewięć miesięcy przed wyjazdem, a cała procedura rezerwacji trwała dwa miesiące. Zatem już siedem miesięcy wcześniej wiedział, że w 13 maja o 13:52 będzie grał na Old Course w St. Andrews.

– Przeżycie niesamowite. Często znajomi mnie pytają, co jest takiego niesamowitego w tym polu. Odpowiadam, że to, iż trawa jest tam koszona od 600 lat. Tam wszystko się zaczęło, wszyscy najlepsi na świecie tam grali, grają i grać będą. Gdy spiker wywołał moje nazwisko i stanąłem na pierwszym dołku, to czułem się jak pierwszak przed pierwszą klasówką. Po przejściu pierwszego dołka, gdy zostawiłem za sobą ten magiczny domek klubowy, opanowałem emocje i nawet całkiem nieźle zagrałem. Pole to ma par 72, co oznacza, że taki jest limit uderzeń na pokonanie 18 dołków. Mi udało się zagrać na 5 uderzeń powyżej limitu, czyli na 77 uderzeń, tracąc 4 z 5 uderzeń na dwóch ostatnich dołkach, kiedy to znów wróciła magia St. Andrews –  mówi Marcin Bartkowski.

 

Księżycowy krajobraz Teneryfy

 

Szwecja, Niemcy, Turcja, Tunezja, Maroko, Portugalia, Hiszpania to kolejne kraje, które Marcin odwiedził na trasie swoich golfowych podróży. W Portugalii grał na polu zbudowanym między urwiskami. W Hiszpanii, na Teneryfie do wyboru miał siedem wspaniałych pól gwarantujących niezapomniane wrażenia. Z jednej strony otoczone oceanem z drugiej roztacza się widok na wulkan Pico del Teide, najwyższy szczyt Hiszpanii leżący na wysokości 3720 metrów nad poziomem morza. Niezwykłe wulkaniczne pejzaże nie mają sobie równych, i często są nazywane „krajobrazem księżycowym”. Teneryfa jest turystycznym i krajobrazowym rajem. Urzekające Los Gigantes, czyli skaliste klify na brzegu Atlantyku, dryfujące wśród oceanicznych fal wieloryby, czy miasteczko Garrachico zbudowane na zastygłej lawie wulkanicznej.

–  Na Teneryfie, oprócz grania w golfa udało mi się trochę pozwiedzać. Akurat byłem w czasie, gdy trwał karnawał, zatem stolica Teneryfy, Santa Cruz de Tenerife tętniła życiem 24 godziny na dobę. Zabawa fantastyczna, polecam każdemu. Co prawda po takiej zabawie, rano na polu golfowym człowiek umierał, ale golf ma to do siebie, że na świeżym powietrzu zmęczenie szybko mija –  przekonuje Marcin.

 

Golf po sąsiedzku

 

Żeby pograć w golfa za granicą wcale nie trzeba jednak lecieć na Teneryfę, ani tym bardziej na daleką Dominikanę. Świetne warunki oferuje choćby pobliski Bornholm. Kilka godzin promem z Kołobrzegu i mamy do wyboru grę na czterech polach. Są to pola o różnym stopniu trudności i różnym ukształtowaniu terenu. Dla początkujących Marcin poleca grę na Dueodde Golf Course położonym w południowej części wyspy, w bezpośrednim sąsiedztwie słynnej plaży Dueodde. Są tu także dostępne szerokie pola treningowe. Z kolei na północy Bornholmu warto odwiedzić Ro Golfe Course, pole rozciągające się między klifowymi zboczami, lasami i stawami.

Jakub Jakubowski

10
11/2010

Była wschodzącą gwiazdą światowego baletu, szczęśliwą kobietą i kochającą mamą...