Bo to złe dżinsy były

-

prestiz

Cała inspiracja ukryta jest w kształtach, kolorach i emocjach. Wszystko zaczyna się od dotyku, a kończy na wymarzonym projekcie. Ulotna chwila euforii jest w stanie zmienić więcej, niż planowany od miesięcy szkic sukni – taki jest sekretny przepis Agnieszki Gruszki, gdyńskiej projektantki mody, na udaną kolekcję.

ługa, wąska ulica I Armii Wojska Polskiego. To tutaj, w samym centrum miasta, ale z dala od komunikacyjnego zgiełku mieści się autorska pracownia mody Agnieszki Gruszki, młodej projektantki uznawanej przez branżę za wschodzącą gwiazdę polskiego przemysłu modowego.

Przemierzając 5 Aleję

Choć ona sama za gwiazdę absolutnie się nie uważa i od słowa „kariera” zdecydowanie bardziej woli określenie „harmonijny rozwój”, to nie da się ukryć, że jej nazwisko znaczy w świecie mody coraz więcej. W końcu na wielkie święto mody transmitowane przez TVP, galę Złotego Wieszaka, nie zaprasza się kogoś przypadkowego. Rok temu Agnieszka Gruszka wraz z projektantem biżuterii Aleksandrem Gliwińskim, na tej właśnie gali zaprezentowała kolekcję, która odbiła się szerokim echem w całej Polsce. Kolekcja pod hasłem „Uliczne spotkania – 5th Avenue”, symbolicznie nawiązująca do słynnej luksusowej 5 Alei w Nowym Jorku, prezentowała cały przekrój tego, co można zobaczyć na współczesnej ulicy wielkiego miasta, a biżuteria wykonana z okazałych kawałków bursztynu w ścisły sposób współistniała z odważnymi kreacjami.

– Ulica to miejsca, gdzie odcienie szarości przenikają się z żywymi barwami reklam, gdzie prostota zderza się z groteską, obojętność z namiętnością. Są takie miejsca, w których wszystko się może zdarzyć. Modę z takich właśnie miejsc staraliśmy się pokazać – opowiada Agnieszka Gruszka.

Krytycy chwalą 

– Na tle banalnych, powielanych niemal we wszystkich butikach, identycznych ciuchów projekty Agnieszki Gruszki zdecydowanie się wyróżniają. Jej pomysły są bardziej indywidualne, nowoczesne, kolorowe, a jednocześnie bazują na sprawdzonej od stuleci klasyce, co jest akurat bardzo cenne. Jako projektantka ma ambicje odrzucania schematów, chce, by kobiety noszące jej ubrania wyróżniały się. Odnoszę wrażenie, że Agnieszka na razie realizuje się bardziej artystycznie, proponując modele odbiegające od banalnego standardu i nadające się do sprzedaży zarówno w dobrych butikach, jak i w galeriach artystycznych. Jej styl mi się podoba i sama jestem ciekawa, w którym miejscu ta młoda dziewczyna będzie za kilka lat. Kolekcja, którą zaprezentowała na Złotym Wieszaku, jest oryginalna, a jak coś jest oryginalne, to jest szansa, że zostanie zapamiętane na dłużej – tak o Agnieszce Gruszce i jej kolekcji powiedziała „Prestiżowi” Jagoda Komorowska, przewodnicząca kapituły Złotego Wieszaka i najbardziej ceniony polski krytyk mody.

Trudno się z tym nie zgodzić, wszak kolekcja „Uliczne spotkania – 5th Avenue” żyje w świadomości ludzi do dzisiaj. Kolekcja zakwalifikowała się między innymi do pierwszej piątki najważniejszego konkursu dla młodych projektantów Gryf Fashion Show 2009 w kategorii Haute Couture 2009 i została zaprezentowana w Szczecinie podczas VIII Weekendu Mody. Oklaskiwała ją między innymi sama Ewa Minge. Odważne spojrzenie na modę zauważył też Gerhard Parzutka von Lipiński, wiceprezes Misslandu, i zaprosił Agnieszkę Gruszkę do współpracy przy projektowaniu sukien dla pomorskich kandydatek do tytułu Miss Polonia – Aleksandry Jastrzębskiej i Pauliny Wasilewskiej.

Sekret tkwi w dotyku

Wszystkie te projekty powstają w niedużej pracowni w centrum Gdyni. Już na pierwszy rzut oka, po przekroczeniu progu pracowni, widać, że projektantka ma dość oryginalne spojrzenie na modę, ale z tej oryginalności na plan pierwszy przebijają się styl, klasa i indywidualizm. Każdy projekt zależy od dnia, danej chwili, ale jego sekret tkwi w tkaninie, w tym, jak materiał odczuwany jest przez zmysł dotyku.

– Czasami patrzę na tkaniny i zastanawiam się nad połączeniami różnych kolorów. Wystarczy, że coś bardzo podoba mi się w dotyku, że czuję to „coś” pod palcami i już wiem, co z tego stworzę – mówi Agnieszka Gruszka.

Projekty i kolekcje Agnieszki są wiernym odzwierciedleniem amplitudy jej nastrojów i uczuć podsycanych zmieniającymi się porami roku. Wiosna, lato, jesień, zima – lny, jedwabie, wełna i polary, a na wieczór, niezależnie od pogody za oknem, satyna i lśniące dodatki. Twórczości projektantki przede wszystkim towarzyszą emocje. Smutek powoduje, że kolekcja staje się cieplejsza, zabudowana, z przewagą długich rękawów i wygodnych golfów. Zaś harmonia i radość przyczyniają się do projektów bardziej fantazyjnych, odważnych, wyciętych i asymetrycznych.

– Inspiruje mnie otaczająca rzeczywistość. Idę ulicą, rozglądam się, szukam, zwracam uwagę na rzeczy, które mogę wykorzystać w moich projektach, głównie na kształty, ale też i kolory – dodaje projektantka.

Wyobraźnia to słowo klucz w tym zawodzie. W głowie Agnieszki rodzą się zarówno projekty piękne i funkcjonalne na co dzień, jak i niepowtarzalne i olśniewające na specjalne okazje. Cechuje je zmysłowość, kobiecość, elegancki seksapil – i to bez znaczenia, czy spod maszyny wychodzi akurat sukienka ciążowa, ślubna, wystrzałowa kreacja sylwestrowa, czy teatralny kostium.

- To jest dziewczyna, która nie zamyka się w hermetycznym świecie z przekonaniem o własnej doskonałości i nieomylności. Aga jest przede wszystkim otwarta na współpracę z innymi. Gdy spotyka się dwóch projektantów, to bardzo często jeden stara się zdominować drugiego, narzucić mu swój własny styl. Z Agnieszką jest inaczej. Potrafi dużo dać od siebie, ale też garściami czerpać od kogoś innego. Ma w sobie dużo pokory, co w tej branży jest bardzo ważną, ale niestety rzadką cechą – mówi współpracujący z Agnieszką Gruszką od wielu lat Aleksander Gliwiński.

Zaczęło się od dżinsów

Cała zabawa z modą rozpoczęła się niewinnie, a wręcz czysto amatorsko. Świat właśnie ogarnęła moda na powycierane dżinsy i spodnie biodrówki. Nie był to jednak styl Agnieszki, a kupienie w sklepie czegoś „normalnego” graniczyło z cudem. Z pomocą przyszedł kwartalnik „Burda”, stara maszyna do szycia oraz niesmak, jaki pozostał po awangardowych dżinsach.

– Wykroiłam szablon i sama się zdziwiłam, że wyszły mi tak rewelacyjne spodnie – mówi z uśmiechem na twarzy.

Potem były kolejne projekty. Wykroje z „Burdy” szybko okazały się mało inspirujące, więc zaczęła je łączyć i mieszać. Pomysły Agnieszki Gruszki spodobały się rodzinie, koleżankom, koleżankom koleżanek i tak coraz więcej szaf zaczęło zapełniać się ubraniami z metką sygnowaną nazwiskiem projektantki. To, co wyglądało na niewinne hobby i przygodę, przerodziło się w pasję i zawód. Wkrótce nieodzowne stało się zatrudnienie zawodowej krawcowej.

– Pani Ela do dzisiaj pracuje u mnie, doskonale szyjąc powstające w mojej głowie projekty. Sporo się od niej nauczyłam, lepiej też rozumiem potrzeby klientów, choć nie ukrywam, że cieszę się, gdy przyjdzie do mnie osoba otwarta na wszelkie moje pomysły. Mam wtedy większe pole do popisu. Staram się projektować dla wszystkich. Wiek nie jest istotny, ważniejsze jest to, na ile lat się człowiek czuje – opowiada Gruszka.

– Projekty Agnieszki są rewelacyjne! Posiadam wiele kreacji, m.in. sukienkę w czarno-białą kratkę, która jest bardzo elastyczna. Może być dopasowana do ciała lub sprawiać efekt bombki. Sukienka jest uniwersalna, ale przede wszystkim oryginalna - mówi Karolina Zdaniewicz, fotografik z Trójmiasta.

Ważne, że Agnieszka umie uszyć piękną rzecz dla każdej kobiety, niezależnie od jej figury czy wzrostu. Nie szyje dla kogoś anonimowego. To zawsze jest konkretna osoba, dla której przeznaczony jest określony czas, materiał, energia i mnóstwo pasji. Kim są jej klientki? Agnieszka nie chce mówić o konkretnych nazwiskach. To zarówno kobiety sukcesu, bizneswoman, aktorki, ale przede wszystkim zwykłe kobiety lubiące wyglądać subtelnie, oryginalnie, świadome własnej kobiecości, jeszcze bardziej podkreślonej przez jej projekty i stylizację.

– Kreacje Agnieszki są wygodne, kobiece i niebanalne. Taka jest właśnie moja ulubiona szara lniana sukienka. Przede wszystkim jest nikła szansa na to, że spotkam na ulicy drugą kobietę w takiej samej sukience – mówi ze śmiechem Arleta Urbaniak, prezes dużej firmy produkcyjnej i stała klientka Agnieszki Gruszki.

NATALIA LEBIEDŹ

 

Moda dziś i jutro oczami Agnieszki Gruszki

 

Dzisiaj dominują mocne, drapieżne kolory, a na wybiegach panuje kolorowy zawrót głowy. Ostre kolory będą modne jeszcze przez pewien czas, ale ich barwa będzie słabnąć na korzyść pasteli, które siłą rzeczy staną się dominującymi kolorami w modzie. Zdecydowanie po jesieni i zimie proponowałabym pozbyć się wszelkich szarości, brązów oraz butelkowych zieleni na korzyść pomarańczy, czerwieni i różu. Nie bójmy się łączyć kolorów. Bawmy się modą, zamiast brać ją na serio.

Trendy na jutro już tak kolorowe nie są. Na ulicach dominować będą odcienie niebieskiego i szarego. Panie chętnie zamieniać będą dżinsy na dopasowane legginsy, a tradycyjne ołówkowe żakiety zostaną zastąpione przez męskie, za duże, dwurzędowe marynarki. Modne staną się mocno zaznaczone ramiona, z poduszkami à la lata 80. Kobiecą modę również odmienią długie dopasowane marynarki, które będzie można nosić do legginsów i wysokich butów. Patrząc po witrynach sklepów, trendy te do Polski jeszcze nie dotarły. Na razie wszystko jest dopasowane, ołówkowe i grzeczne. Ale to tylko kwestia czasu. W modzie jest jednak dziedzina, która skutecznie opiera się trendom i wizjonerskim pomysłom. To moda sylwestrowa i karnawałowa. Sylwester jest jedną z niewielu okazji, dzięki której możemy pokazać się w czymś oryginalnym, błyszczącym, kolorowym i przy tym wyjątkowym. Dlatego na tegorocznej zabawie przede wszystkim dominować będą kreacje świecące, z dużą ilością cekinów, kryształków i innych błyskotek. No i oczywiście tradycyjna „mała czarna”, która nigdy nie wyjdzie z mody. W sylwestra czy na balu karnawałowym po prostu trzeba wyglądać efektownie. Dlatego też oprócz zjawiskowej lśniącej kreacji robimy mocny świecący makijaż, na ciało nanosimy krem z brokatem, nie stronimy też od większej biżuterii. Pamiętajmy jednak o jednym. Wystrzałowa sukienka sylwestrowa czy suknia wieczorowa to zaledwie połowa drogi do tego, by zrobić piorunujące wrażenie w czasie balu. Koniecznie trzeba pamiętać o dodatkach. Dobrze dobrana mała torebka, buty na wysokiej szpilce i biżuteria będą kropką nad „i” całego zestawu.

 

1
12/2009

Joanna Kreft-Baka i Mirosław Baka w  wywiadzie dla magazynu „Prestiż”.